"Moc czekolady. Opowieść o Wedlach i czekoladzie" (Wydawnictwo Literatura)

Gdybym zapytała Was o najbardziej znanego twórcę czekolady, wielu z Was wymieniłoby pewnie to samo nazwisko. Willy Wonka - to nazwisko znają chyba wszyscy. Ale wszyscy dobrze też wiedzą, że Willy Wonka to postać wymyślona przez Roald Dahla. Fabryka czekolady, którą przedstawił w swojej książce nigdy nie istniała i była jedynie wytworem jego wyobraźni. Podobnie jak sam Willy Wonka. Czujcie rozczarowanie? Ja nie! Bo mieliśmy swojego Wonkę, a nawet trzech. Mieli na imię Karol, Emil oraz Jan i nosili nazwisko, które kojarzy każdy z Was. 


 

Nie uwierzę, jeśli ktoś powie, że nie zna nazwiska Wedel! Zna je każdy miłośnik słodyczy. Każdy na pewno jadł ich czekoladę albo kultowe Ptasie Mleczko. Każdy ma pewno swój ulubiony przysmak pochodzący z Fabryki Wedla. A czy wiecie, że ta fabryka ma już ponad 100 lat, a jej historia zaczęła się w Warszawie? Jeśli nie, to możecie teraz dowiedzieć się o niej (prawie) wszystkiego. A to dzięki Annie Czerwińskiej-Rydel, która postanowiła przybliżyć historię Wedlów najmłodszym czytelnikom. Akcja książki Moc czekolady rozpoczyna się jednak na długo przed tym jak Karol Wedel przybył do Warszawy i w zupełnie innym niż Warszawa miejscu. Przenosimy się do Ameryki Środkowej. Jest początek XI wieku i zamieszkujący te tereny ludzie odkrywają dziwne drzewo, które rodzi równie dziwne, ale jak się okazuje smaczne owoce. Ukryte w ich wnętrzu ziarna dodają sił. Ludzie postanawiają zacząć je zbierać i wykorzystywać. Kilka wieków później odkryją je Europejczycy, którzy będą podróżować po świecie i kolonizować kolejne krainy. Kiedy ziarna kakaowca dotrą do Europa, zaczną być przetwarzane i wykorzystywane jako lekarstwo. Dopiero potem czekoladę zacznie się pić. Na tabliczki czekolady poczekać będzie jeszcze dłużej. Karol Wedel swoją działalność czekoladniczą również rozpoczynał od leków. Wiedział jednak, że z ziaren kakaowca można zrobić wiele pysznych rzeczy, które zachwycą jego klientów. Tak rozpoczęła się historia fabryki czekolady, której produktami do dziś zajadają się nie tylko mieszkańcy naszego kraju. Po Karolu firmę przejął jego syn Emil, a kilkadziesiąt lat później jego syn - Jan. Każdy z nich wprowadzał do firmy swoje ulepszenia. Najważniejsze było jednak zawsze to samo - wysoka jakość ich produktów i dobro zatrudnianych przez nich pracowników. Ale jak dokładnie wyglądały losy fabryki prowadzonej przez Wedlów nie zdradzę. Musicie tę książkę przeczytać sami.






Moc czekolady. Opowieść o Wedlach i czekoladzie to opowieść również o historii Polski. Rozwój fabryki został przedstawiony na tle dziejów naszego kraju. Widać jak wielki wpływ historia wywierała również na pracę tego przedsiębiorstwa i losy zatrudnionych w nim ludzi. Przede wszystkim jest to jednak opowieść o marzeniu, które stało się rzeczywistością. O ciężkiej pracy, która pozwoliła Wedlom odnieść wielki sukces. O czekoladzie, która zachwyca kolejne pokolenia. Czyta się tę książkę jednym tchem. Napisała ją Anna Czerwińska-Rydel. To prawdziwa mistrzyni biografii. Każda książka wychodząca spod jej pióra zachwyca. Ta nie jest tu żadnym wyjątkiem. Historia rodziny Wedlów okazała się doskonałym materiałem na biografię i aż się prosi, żeby powstał o tej niezwykłej rodzinie również film. Na razie mamy książkę, w której oprócz historii Wedlów znajdziecie również kilka przepisów na pyszne czekoladowe dzieła sztuki kulinarnej. Mamy też Muzeum Fabryka Czekolady E. Wedel w Warszawie. My już tam byliśmy i wróciliśmy zachwyceni. Jeśli Wy jeszcze nie byliście, to myślę, że nadszedł czas, żeby się tam wybrać. Rozpoczynające się właśnie ferie są ku temu doskonałą okazją. 





 

Moc czekolady. Opowieść o Wedlach i czekoladzie 

Anna Czerwińska-Rydel

ilustracje Magdalena Pilch

Wydawnictwo Literatura 2025

wiek 8+ 


https://wydawnictwoliteratura.pl/ 

 

 

"Dinoodyseja. Kumple to podstawa" (Wydawnictwo Debit)

Jakie książki lubię najbardziej? Jeśli wybieram książki dla siebie, to od kilku lat najchętniej czytam reportaże. Szukając książek dla dzieci kieruję się nieco innymi zasadami i stawiam przed nimi inne wymagania. Książki dla młodych czytelników powinny być przede wszystkim ładne. Takie, które swoim wyglądem zachęcają najmłodszych do sięgnięcia po nie. Takie, których warstwa graficzna zapowiada niesamowite literackie przygody. Książki, które mogą oglądać bez końca te dzieci, które nie potrafią jeszcze czytać. Z ilustracjami tak pięknymi, że zachęcają do opowiadania własnych historii, które rodzą się w głowie, kiedy się je ogląda.


Taką książką jest na pewno Dinoodyseja. Kumple to podstawa, komiksowa opowieść rodem z Francji. Na stronie tytułowej zobaczyć można dwa śmiejące się szczury (być może prehistoryczne). Naprawdę trudno się na ich widok nie uśmiechnąć. Czy potem miny nam nie zrzedną? Nie! Myślę, że będziecie (podobnie jak ja) uśmiechać się jeszcze szerzej. Wszystko dzięki bohaterom tej historii. Głównym jest Weluś, młody dinozaur, który boi się komarów. Niewyobrażalne? Ale jednak możliwe. Weluś boi się ich i zupełnie nie umie sobie z tym strachem poradzić. Dla większości czytelników będzie to sytuacja niezrozumiała. Nawet, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że w czasach prehistorycznych komary musiały wyglądać zupełnie inaczej niż dzisiaj. Weluś się ich boi i nic nie może na to poradzić. Tego nie rozumie jego rodzina. Bliscy, zamiast pomóc, tylko kpią. Młody dinozaur nie dostaje od nich tak potrzebnego mu wsparcia. Na szczęście, zdarzają się sytuacje, kiedy pomocną dłoń wyciągają do nas zupełnie obcy ludzie. I tak właśnie jest w tym przypadku, choć tu zamiast pomocnej dłoni człowieka, mamy pomocną łapę dinozaura!





Czy książki o zwierzętach mogą opowiadać o emocjach, z którymi mierzą się ludzie? Oczywiście, że tak. Literatura dziecięca udowodniła to już wielokrotnie, a w komiksie Dinoodyseja. Kumple to podstawa zrobiła to po raz kolejny. To dobra propozycja czytelnicza dla tych, którzy borykają się z jakimiś lękami albo czują się niepewnie w sytuacjach, z którymi muszą się mierzyć. Ten komiks może dodać im pewności siebie, pokazać, w jaki sposób inni rozwiązują problemy, które napotykają na swojej drodze. Czyta się tę historię z dużą przyjemnością i rosnącym zainteresowaniem. Wielką radość czytelnikom sprawi również jego oglądanie. Każdy rysunek (a tych, jak przystało na komiks) jest tu bardzo wiele, jest przepiękny! Każdemu można się bardzo długo przyglądać i wyszukiwać na nim kolejnych szczegółów. Na miłośników dinozaurów czeka w tej książce jeszcze jedna niespodzianka. Zbiór ciekawostek o dinozaurach! Ten znajdziecie na końcu książki i na pewno z przyjemnością go przeczytacie. Podobnie jak cały komiks! Takich lektur po prostu przegapić nie można.




 

 Dinoodyseja. Kumple to podstawa

Gaet's

ilustracje Clotilde Goubely

tłumaczenie Paweł Łapiński

Wydawnictwo Debit 2025 


 https://soniadraga.pl/wydawnictwo-debit

"To nie wypanda" (Wydawnictwo EGMONT)

Kiedy Tosia była młodsza i polubiła jakiś film animowany, kupowaliśmy jej książki opowiadające tę samą historię. Dzięki temu mogliśmy do niej wracać (niemal) w każdej sytuacji. Znaliśmy te historie na pamięć, ale zawsze dobrze się przy nich bawiliśmy. Teraz Tosia sama wybiera swoje lektury, bo doskonale wie, co lubi i czego czytanie sprawia jej przyjemność. Zdarzają się jednak sytuacje, w których wraca do lektur, które opowiadają historie dobrze znane z obejrzanych kiedyś filmów.


Ostatnio wróciła do historii z filmu To nie wypanda. Obejrzeliśmy go kilka lat temu i pamiętam, że przypadł do gustu całej naszej rodzinie. Teraz mieliśmy okazję wrócić do tej opowieści dzięki komiksowi pod tym samym tytułem. Bohaterką tej historii Mei. Dziewczynka uczy się w ósmej klasie. Nie ma problemów z nauką, nie ma też kłopotów z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami. Jakby tego było mało, gra w szkolnej orkiestrze i marzy o tym, żeby kiedyś zmienić świat. Na razie boryka się jednak z innymi, zupełnie dla niej nowymi problemami. Mei zaczęła dojrzewać. Buzujące hormony próbują przejąć władzę nad jej życiem. Jakby tego było mało, ogromny wpływ na życie dziewczyny zaczyna wywierać rodzinna tajemnica i starożytna magia, która jest udziałem klanu Lee. Czy to dla niej nie jest za dużo? Oj jest...

 





Czy To nie wypanda jest historią wyłącznie dla nastolatek? Nie! Choć nie będę ukrywać, że pewnie dziewczynki najlepiej się wśród przygód Mei odnajdą. To właśnie one najlepiej i najszybciej zrozumieją problemy, z którymi boryka się bohaterka. Ale historia opowiedziana w tym komiksie jest tak interesująca i niebanalna, że przeczytać może ją każdy. Także zupełnie dorosły czytelnik. Rodzina, przyjaźń, magia, emocje i tajemnice. To lubią wszyscy czytelnicy. Do tego komiksowa forma, która przekona do czytania nawet tych, którzy książek raczej unikają. Czy to może się komuś nie spodobać? Moim zdaniem nie!




 

Ten i inne komiksy znajdziecie na


 https://egmont.pl/

 

"Do usłyszenia! O ślimakach, które nie są mięczakami" (Wydawnictwo Literatura)

Książki pomagają oswoić wiele trudnych sytuacji i rozwiązać problemy, które mogą spotkać czytelników. Mamy książki o pierwszych dniach w przedszkolu, wizycie u lekarza, przeprowadzce i rozwodzie rodziców. O (prawie) wszystkim, co może dzieci martwić albo niepokoić. Taka książka to zawsze dobry punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem o tym, co trudne albo nowe.


Nie spotkałam się wcześniej z książką, która poruszałaby temat utraty słuchu. Wśród bohaterów literackich, z którymi spotykałyśmy się do tej pory nie pamiętam takiego, który potrzebowałby aparatu słuchowego albo borykał się z utratą słuchu. Jest to jednak problem na tyle powszechny, że książka poruszająca ten problem mogłaby wielu osobom pomóc. Taką książką jest najnowsza powieść Andrzeja Marka Grabowskiego. Do usłyszenia. O ślimakach, które nie są mięczakami to historia Jędrka, który po wypadku samochodowym stracił słuch. Potraficie to sobie wyobrazić? Myślę, że dopóki to kogoś z nas nie spotka, jest to bardzo trudne (a pewnie nawet niemożliwe). Jędruś w najczarniejszych snach nie mógł przewidzieć, że będzie się musiał z czymś takim zmierzyć. A problemy się piętrzyły. Musiał nauczyć się na nowo porozumiewać z rodziną i radzić sobie z docinkami rówieśników. Ani jedno, ani drugie nie było łatwe. Na szczęście do klasy Jędrka dołączyła w tym roku Hania, dziewczynka, która ma wszczepiony implant ślimakowy. Dzięki niemu może usłyszeć, co dzieje się wokół niej. Jędrek na taki implant dopiero czeka. Zanim chłopiec przejdzie operacje, Natalia postanawia nauczyć go języka migowego. Pomaga mu również odnaleźć się w nowej sytuacji, odpierać ataki rówieśników i przekonać go, że ślimaki to wcale nie są mięczaki! 





 

Jeśli chodzi o ślimaki, to Jędrek całkiem sporo o nich wie. Wszystko dzięki książce, którą pisze razem ze swoim tatą. Ta książka stanowi integralną część opowieści o Jędrku. Dzięki temu Do usłyszenia! zyskało jeszcze jedną, równie ciekawą opowieść, której czytanie sprawi dzieciom wiele radości. Razem z opowieścią o Jędrku tworzy spójną i interesującą dla czytelnika całość, która z jednej strony bawi, z drugiej - wyczula na potrzeby innych ludzi. Ta książka pokazuje, że niepełnosprawność nie jest powodem do wstydu (dla tych, których dotknęła). Nie jest też powodem do kpin, dla tych, którzy spotykają niepełnosprawnych na swojej drodze. Warto uczyć tego dzieci, żeby nigdy nikomu swoim zachowaniem nie wyrządziły krzywdy. Właśnie dlatego bardzo się cieszę, że takie książki się ukazują. W dzisiejszych czasach są bardzo potrzebne!




 

Do usłyszenia! O ślimakach, które nie są mięczakami

Andrzej Marek Grabowski

ilustracje Kasia Cerazy

Wydawnictwo Literatura 2025 


 https://wydawnictwoliteratura.pl/

"Rysie. Historie prawdziwe" (Wydawnictwo Dwie Siostry)

Wielu rzeczy mogę zazdrościć dzieciom, które przychodzą na świat w XXI wieku. Przede wszystkim możliwości rozwoju (z których zdarza im się nie korzystać). Starsze roczniki, które chciały poszerzyć swoją wiedzę mogły korzystać wyłącznie z książek (często niezbyt aktualnych). Książek naukowych, jeśli jakiś temat wyjątkowo ich zainteresował. Programów popularnonaukowych było niewiele, a książki popularnonaukowe adresowane do dzieci były przede wszystkim tłumaczeniami pozycji wydawanych zagranicą. Wiele z nich nie do końca pasowało do naszej rzeczywistości i nie odpowiadało na niektóre pytania, które rodziły się w głowach najmłodszych. Ale czasy się zmieniły, a rynek wydawniczy niesamowicie przyspieszył. I bardzo dobrze! Dzięki temu swoją wiedzę mogą poszerzać nie tylko dzieci, ale również ci, którzy książki dla dzieci czytają (nie tylko dzieciom).


Ja z dumą się do tych osób zaliczam. Nigdy nie wyrosłam z czytania literatury dziecięcej i nigdy się tego nie wstydziłam. Czytałam i czytam je z przyjemnością, a ich lektura daje mi zawsze mnóstwo radości. Jakby tego było mało, wiele się z tych książek dowiaduję. Wiele razy wspominałam o tym, że nigdy nie byłam miłośniczką biologii. Niewiele zostało mi w głowie z tego, czego uczyłam się w szkole podstawowej i średniej. Zostaje mi za to wiele informacji i ciekawostek, które w swoich książkach przyrodniczych zawierają twórcy literatury dziecięcej. Tym razem poznawałam bliżej rysie. To właśnie one stały się bohaterami komiksu Rysie. Historie prawdziwe autorstwa Michała Figury oraz Aleksandry i Daniela Mizielińskich. Tych twórców możecie kojarzyć z wydanej trzy lata temu książki Wilki. Historie prawdziwe. Wspaniałego komiksu popularnonaukowego, który pokazuje wilki. Zwierzęta, które cieszą się bardzo złą sławą i budzą bardzo niezdrowe emocje. Z rysiami jest nieco inaczej. Te tajemnicze koty, o których zobaczeniu wielu marzy, budzą raczej ciekawość, a nie strach. Są też obiektem zainteresowania naukowców, którzy poświęcili swoje życie zawodowe zwierzętom. Rysie. Historie prawdziwe to zamknięte w formę komiksu opowieści o rysiach, które wpadły w kłopoty i potrzebowały pomocy człowieka oraz te, które udało się na krótki czas odłowić i założyć im obroże telemetryczne. Dzięki temu naukowcy mogą śledzić ich losy, obserwować ślady polowania i obserwować terytorium, po którym się poruszają. Badania są pasjonujące i przepełnione emocjami, które udzielają się nie tylko naukowcom, ale również czytelnikom.





Czy książki naukowe i popularnonaukowe mogą być dla młodego czytelnika interesujące? Mogą i są! Rysie. Historie prawdziwe są tego najlepszym dowodem. Książką, która udowadnia, że wiedzę można przekazywać w bardzo ciekawy sposób i ubierać w formę, która do tej pory z książkami naukowymi mogła się nie kojarzyć. Czytelnicy otrzymują zbiór komiksów. Komiksów bardzo interesujących i przekazujących mnóstwo ciekawych informacji. O codziennym życiu rysiów, o narodzinach młodych, o sposobach zdobywania pożywienia i chowania go przed wzrokiem innych zwierząt. O ulubionych miejscach do życia i wędrówek oraz wychowywania młodych. O sposobach naukowców na obserwowanie zwierząt, które są dla zwierząt nieszkodliwe i niezauważalne, a naukowcom dostarczają bezcenny materiał badawczy. Pasjonująca lektura! Tę książkę czyta się jednym tchem. I z zachwytem ogląda się stanowiące jej integralną część ilustracje. Te, podobnie jak cała książka, spodobają się nawet najbardziej wymagającym czytelnikom, więc jeśli tej książki jeszcze nie znacie, przeczytajcie ją jak najszybciej.




 

Rysie. Historie prawdziwe

Michał Figura

Aleksandra Mizielińska

Daniel Mizieliński

Wydawnictwo Dwie Siostry 2025 

wiek 10+ 


https://wydawnictwodwiesiostry.pl/