"Zoja i bałagan" (Wydawnictwo Zielona Sowa)

Chyba nikt z nas nie lubi chorować. Każdy wtedy czuje się źle i na niewiele rzeczy ma siłę. Dotyczy to również dzieci. Chorowanie burzy ich plany, ogranicza kontakt z rówieśnikami i skazuje na siedzenie w domu. A w domu można bardzo łatwo zacząć się nudzić. I wtedy wszystko komplikuje się jeszcze bardziej...


To właśnie spotkało Zoję i jej bliskich. Dziewczynka się rozchorowała i musiała kilka dni spędzić w domu. Nie była z tego powodu zadowolona. Z każdą minutą nudziła się coraz bardziej. Tata, który się nią opiekował, musiał coś szybko wymyślić. Pilnie potrzebna była zabawa, która zajmie Zoję na dłużej. Tata wpadł na pomysł zbudowania bazy z koców i poduszek w pokoju, który dziewczynka dzieliła ze starszą siostrą. Pomysł okazał się wspaniały. Baza zajęła ją nie tylko na jeden, ale i na kolejne dni choroby. Każdego dnia baza staje się czymś innym. Zoja wykorzystuje swoją wyobraźnię i zmienia bazę w farmę, jaskinię smoka i namiot, do którego na wycieczkę pojechała grupa przedszkolaków. Od tej pory już się nie nudzi, tylko świetnie się bawi. Inne zdanie na ten temat ma jej starsza siostra. Hania nie ma ochoty na zabawę. Wolałaby odpocząć. Ale Zoja jej na to nie pozwala. Między dziewczynkami wybucha spór. Wszystko zaczyna im przeszkadzać, wszystko je dzieli. Nie potrafią się już dogadać. Nie chcą się już dogadać. Mówią głośno o tym, że chcą mieć oddzielne pokoje.





Z rodzeństwem różnie bywa. Jak w każdej relacji zdarzają się lepsze i gorsze dni. Agnieszka Filipowska opisała te gorsze i trudniejsze. Zoja i Hania nie mogły (ale też nie chciały) się dogadać. Mówiły i myślały tylko o tym, co je dzieli. To, co je łączy zeszło na dalszy plan. Widzieli to również rodzice, którzy postanowili przystać na pomysł córek i podzielić ich pokój na dwie części. Czy to najlepsze wyjście z sytuacji? Czasem innego nie ma. Czasem z pomocą przychodzi pogoda. Co dokładnie się wydarzyło, oczywiście nie zdradzę, ale myślę, że książka Zoja i bałagan może pomóc w rozwiązywaniu konfliktów. Nie tylko tych, które wybuchają w domu, ale również takich, z którymi trzeba się mierzyć w przedszkole albo szkole (oczywiście ze względu na wiek bohaterek w najmłodszych klasach). Ta książka to dobry punkt wyjścia do rozmów o tym, co nas dzieli i o tym, co nas łączy. O potrzebie szukania tego, co wspólne. Oczywiście nie jest to łatwe, ale próbować warto i warto uczyć dzieci szukania porozumienia z drugim człowiekiem. Jeśli wszyscy posiadalibyśmy tę umiejętność, świat wokół na pewno byłby lepszy.





Zoja i bałagan

Agnieszka Filipowska

Zielona Sowa 2026

wiek 4+ 


 https://www.zielonasowa.pl/

"Gwarno. O językach i gwarach w Polsce" (Wydawnictwo Dwie Siostry)

Urodziłam się i całe życie mieszkam w Wielkopolsce. Charakterystyczna dla tego regionu Polski gwar i sposób akcentowania słów jest dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Będąc dzieckiem wiedziałam, że słowami charakterystycznymi dla naszej gwary są na przykład bimba i kejter. Były jednak i takie, o których myślałam, że są używane w całej Polsce. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazywało się, że znajomi z Lublina albo Katowic, których poznawałam na koloniach niektórych słów używanych przeze mnie nie rozumieli albo te same rzeczy nazywali zupełnie inaczej. Powodowało to wiele zabawnych sytuacji i często wywoływało u nas konsternację. 


Teraz o gwarach wiem już znacznie więcej. Ludzi z różnych zakątków Polski spotykałam regularnie na studiach, a potem w pracy. Dogadywaliśmy się i dogadujemy się do dziś, więc regionalizmy nie mają już takiego znaczenia i nie komplikują naszego codziennego życia. Warto jednak pamiętać o tym, że są. Warto je pielęgnować i ich używać, bo wzbogacają nasz język i dodają mu niesamowitego uroku. Myślę, że do takich wniosków dojdą wszyscy, którzy przeczytają książkę Martyny Skibińskiej Gwarno. O językach i gwarach w Polsce. Ta bajecznie kolorowa książka zabiera czytelników w podróż po różnych zakątkach Polski. Wszędzie tam ludzie porozumiewają się za pomocą słów. Zdarza się jednak, że te słowa bardzo się od siebie różnią. Dlaczego? Powody są różne. Najczęściej chodzi o wpływ innych języków. To właśnie z nich bardzo często zapożyczano różne słowa. Stamtąd zapożyczano również szyk zdań. W różnych rejonach Polski można usłyszeć także różną intonację słów i zdań. Ale gwary to tylko jedno ze zjawisk opisanych w tej książce. Druga część to opowieść o językach mniejszości mieszkających w Polsce. Myślę, że zdziwicie się jak wiele ich jest. Język czeski, karaimski, kaszubski litewski, niemiecki, śląski i tatarski. To tylko kilka z tych, które trafiły do tej książki. Każdy został krótko opisany, przy każdym pojawiają się przykładowe słowa oraz kolorowa ilustracja z krótkim dialogiem albo pojedynczymi słowami. Lektura jest naprawdę pasjonująca!





 

W minione wakacje zatrzymaliśmy się na chwilę na Śląsku. Będąc w tamtejszej cukierni chciałam kupić ciastko, które u nas nazywane jest gniazdkiem. Pech chciał, że nie było przy nim informacji z nazwą, a trudno było wskazać palcem, co dokładnie chce kupić. Potrzebowałam trochę czasu, żeby dogadać się z ekspedientką. Udało się, ale po wyjściu z cukierni śmiałam się, że nie mamy szans jako naród się porozumieć, skoro nawet kupienie ciastka w innym rejonie kraju sprawia tyle problemu. To oczywiście żart, bo porozumienie to kwestia chęci, a nie bariery językowej. Tak samo jak ta książka nie jest o barierach językowych, ale o barwnym języku polskim i jego różnych odmianach. Świetnie się tę książkę czyta. To na pewno najbardziej oryginalny przewodnik po Polsce, jaki miałam kiedykolwiek w rękach. Polecam ją gorąco wszystkim, którzy interesują się językiem. I tym, którzy lubią podróżować po Polsce. Po jej przeczytaniu na pewno będą uważniej wsłuchiwać się w to, jak mówią mieszkańcy różnych regionów! 





 

Gwarno. O językach i gwarach w Polsce

Martyna Skibińska

ilustracje Aga Probola

Instytut Różnorodności Językowej Rzeczypospolitej || Dwie Siostry 2026


 https://irjr.pl/


https://wydawnictwodwiesiostry.pl/ 

"Gump. Pies, który nauczył ludzi żyć" (Silesia Progress)

Książek o psach jest wiele. Myślę, że każdy z Was, bez większego problemu, potrafiłby wymienić przynajmniej jeden tytuł. Każdy czytelnik ma pewnie swojego ulubionego psiego bohatera. Może takiego, którego poznał w dzieciństwie. Może takiego zupełnie współczesnego, który w świecie literatury stawia pierwsze kroki. Takim bohaterem jest właśnie Gump, pies, którego historia rozpoczęła się w Czechach. Pies, którego historia skruszy nawet najtwardsze serca.

 

Jego historia zaczęła się bardzo smutno. W worku, na śmietniku. Ktoś wyrzucił trzy szczeniaki. Jeden tego nie przeżył. Psy znalazł mężczyzna przeszukujący śmietniki. Siostrę Gumpa udało mu się sprzedać. Gumpa nikt nie chciał, więc został z mężczyzną, który uratował mu życie. Zamieszkali w samochodzie, z ludźmi podobnymi do mężczyzny, któremu Gump zawdzięczał życie. Mężczyzna był gotowy poświęcić dla psa naprawdę wiele, ale pewnego dnia ich drogi się rozeszły. Tak rozpoczęła się tułaczka Gumpa. Choć tak naprawdę nie był on jeszcze Gumpem. Nie miał imienia. Od innych psów dowiedział się, że imię musi mu nadać człowiek. A on na razie swojego człowieka nie miał. Przechodził z rąk do rąk, z domu do domu. Czasem uciekał, czasem go oddawano, czasem odbierano. Nie rozumiał tego, co dzieje się wokół. Nie rozumiał ludzi i ich decyzji. Widział psy, które były krzywdzone przez ludzi. Sam był tym, którego krzywdzono. W jego losach odbijały się losy ludzi, którzy stawali na jego drodze. 





Gump. Pies, który nauczył ludzi żyć to książka, która chwyta ze serce. Nie będę ukrywać, że w trakcie jej czytania wiele razy wzruszenie ścisnęło mi gardło. Oprócz wzruszenia wielokrotnie pojawiało się poczucie niezgody. Niezgody na to, w jaki sposób traktujemy zwierzęta. Niezgody na to, jak człowiek traktuje drugiego człowieka. Nie spodziewałam się, że ta lektura wywoła we mnie aż takie emocje, że wywoła aż tyle emocji! Nie przesadzę, jeśli napiszę, że to jedna z najbardziej niesamowitych historii, jakie przeczytałam (a dobrze wiecie, że przeczytałam ich wiele). To książka o życiu. Z jego dobrymi i złymi stronami. Piękna, mądra i wartościowa. Dopełniona subtelnymi ilustracjami. Lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce dobrze i mądrze żyć.




 

Gump. Pies, który nauczył ludzi żyć

Filip Rožek 

ilustracje Weronika Gray

tłumaczenie Natalia Długosz

Silesia Progress 2025 


 https://www.silesiaprogress.com/

"Dzikie łapy. Tajemnica fermy lisów" (Wydawnictwo EGMONT)

Postanowiłam przeczytać ten komiks, bo zaintrygował mnie jego tytuł. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś postanowił uczynić miejscem akcji komiksu miejsce przepełnione smutkiem i złem. A jednak ta się stało. Czy ta próba okazała się udana? I co to za tajemnicze, ale pełne złej energii miejsce? Myślę, że każdy będzie zdziwiony tak samo jak ja, bo naprawdę trudno uwierzyć, że ktoś wybrał je na miejsce akcji.


Tym miejscem jest ferma lisów. Myślę, że zgodzicie się ze mną, że nie jest to idealne miejsce akcji. Nie jest to miejsce akcji, o którym pisze się lekko, łatwo i przyjemnie. Na napisanie takiej książki naprawdę trzeba mieć pomysł. I Victor Nordahl taki pomysł miał. Ferma lisów okazała się jedynie punktem wyjścia do całej historii. Nie została jednak ani pominięta, ani zbanalizowana. Ferma lisów z tego komiksu jawi się jako miejsce pełne zła, smutku i strachu. Miejsce, w którym dominuje beznadzieja. Miejsce, z którego nie ma ucieczki. Miejsce, które dla żyjących na niej zwierząt jest jedynym, które znają. Tym, w którym się rodzą i tym, w którym odbiera się im życie. Aż trudno uwierzyć, że jakiś lis mógłby przybyć na fermę z własnej woli. A jednak tak się stało, choć było w tym sporo przypadku. Na lisią fermę trafił Trym. Lis do tej pory wolny i szczęśliwy. Lis, który chciał być samodzielny i wpadł w ogromne tarapaty. Szybko okazało się, że wszystko dzieje się po coś...




 

Dzikie łapy. Tajemnica fermy lisów to komiks, który mimo wszystko wlewa w serca czytelników (i bohaterów) nadzieję. Wśród zamkniętych w klatkach zwierząt są takie, które nie chcą się poddać. Takie, które marzą o wolności. I jest Trym, lis, który na fermie znalazł się przypadkiem i daje impuls do zmiany. Opowiada o tym, co znajduje się poza fermą. Chce dać innym impuls do ucieczki. Ale czy taka ucieczka jest w ogóle możliwa? Dzikie łapy to pierwszy tom nowej serii komiksowej. Po jego przeczytaniu mogę wywnioskować, że najważniejszymi tematami całej serii będą marzenia, rodzina, wolność, odwaga i determinacja. Brzmi interesująco, prawda? Mnie pierwszy tom tej serii zainteresował i wciągnął bez reszty. Dlatego niecierpliwie czekam na kolejny...




 

Dzikie łapy. Tajemnica fermy lisów

Victor Nordahl

tłumaczenie Mateusz Lis

EGMONT 2026 


 https://egmont.pl/

"Antarktyda. Wyprawa na kraniec świata" (Wydawnictwo Literackie)

W tym roku zima pokazała swoje prawdziwe oblicze. Jest zimno (a nawet bardzo zimno), pada śnieg, pękają rury, zdarzają się gołoledzie, szkoły odwołują lekcje. Najmłodsi pierwszy raz w życiu doświadczają takiej pogody, starsi pewnie już zdążyli zapomnieć, że takie zimy kiedyś były. Czy wszyscy się z tegorocznej zimy cieszą? Zdania są podzielone, bo trochę ta zima jest jednak nieprzewidywalna. Na szczęście skończy się w drugiej połowie marca (w kalendarzu). Po niej przyjdzie wiosna, a po niej lato. Znowu będzie ciepło, a może nawet upalnie. A czy potraficie sobie wyobrazić, że mieszkalibyście w miejscu, w którym panuje wieczna zima?


Ja nie, bo bardzo cenię sobie fakt, że w naszej szerokości geograficznej występują cztery pory roku. Każda jest nieco inna, każda ma swoje wady i zalety. Nie chciałabym, żeby zlały się w jedną. Dlatego nie mogłabym mieszkać na Antarktydzie. Nawet po przeczytaniu fantastycznej książki Dominika Szczepańskiego i Mateusza Waligóry. Mateusz Waligóra jest nie tylko współautorem, ale i bohaterem tej książki. To właśnie on wyruszył na wyprawę, której celem był biegun południowy. Jak można się łatwo domyślić, nie była to podróż z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych. Była to podróż, do której trzeba było się dobrze przygotować. Potrzebne były nie tylko odpowiednie ubrania, ale również specjalne jedzenie. Potem trzeba wszystko zapakować na specjalne sanie i już można ruszyć w drogę. Samolotem? Samochodem? Nie. Antarktydę przemierza się pieszo. Całymi dniami i tygodniami. To na pewno jedna z najbardziej wyjątkowych podróży, w jakie może wyruszyć człowiek. Bo i Antarktyda jest miejscem wyjątkowym. Pełnym niezwykłych widoków, niezwykłych gatunków zwierząt. Miejscem z bardzo ciekawą historią. Warto ją poznać. Warto też poznać historię podróży Mateusza Waligóry, która jest najważniejszym elementem i motywem przewodnim całej książki. To, że odbyła się naprawdę dodaje całej książce atrakcyjności i sprawia, że jest to nie tylko historia o Antarktydzie, ale również o ludzkiej pasji i sile charakteru. O marzeniach, które ma każdy z nas, ale wielu boi się je spełniać.

 




Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Jej autorzy dopracowali ją w najdrobniejszych szczegółach. Na każdej stronie przekazują nie tylko ciekawostki, ale również ogrom wiedzy o Antarktydzie. Wiedzy z bardzo różnych dziedzin nauki. To naprawdę inspirująca lektura. Książka, która poszerza wiedzę o świecie. Książka, która wielokrotnie zaskoczy czytelników. Zaskoczy i zachwyci. Na pierwszy rzut oka jest to lektura dla dzieci. Wystarczy jednak zajrzeć do jej wnętrza, żeby przekonać się, że to książka dla każdego. Dla czytelników w bardzo różnym wieku. Myślę, że wielu z nich nie zdaje sobie sprawy jak wyjątkowa jest Antarktyda i pewnie, gdyby nie ta książka, nie mieliby okazji się o tym przekonać. Jej lektura może być doskonałym punktem wyjścia do dalszych poszukiwań i kolejnych lektur. Ja takie książki bardzo lubię i ogromnie cenię. Dlatego bez wahania polecam książkę Antarktyda. Wyprawa na kraniec świata! To książka, która zachwyca i, którą naprawdę warto przeczytać.





Antarktyda. Wyprawa na kraniec świata

Dominik Szczepański, Mateusz Waligóra

ilustracje Joanna Czaplewska

Wydawnictwo Literackie 2026 


 https://www.wydawnictwoliterackie.pl/