"ADHD! Jak sobie radzić w neuroróżnorodnym świecie" (Wydawnictwo Debit)

Kiedyś mówiło się, że ktoś je po prostu niegrzeczny, że sprawia problemy wychowawcze, przeszkadza w prowadzeniu lekcji. Nauczyciele wpisywali tym dzieciom uwagi, wzywali ich rodziców. Dziś wiemy znacznie więcej. Wiemy, że określenie "niegrzeczny" niewiele mówi, a powody tego "niegrzecznego" zachowania mogą być poważne i dziecku potrzebna jest pomoc specjalisty. 

Musimy przede wszystkim zrozumieć, że każde dziecko jest inne. Ma inne potrzeby, inne cechy charakteru. Każde może zachowywać się w inny sposób. Ktoś może siedzieć cicho i spokojnie, nie sprawiać większych problemów, nie mieć żadnych trudności. Dopasowywać się do sytuacji, w jakiej się znajduje. Inny nie potrafi usiedzieć w miejscu, do głowy ciągle wpadają mu nowe pomysły. Są rzeczy, które nie sprawiają mu żadnego problemu i takie, z którymi nie umie sobie poradzić. Dlaczego tak jest? Za to wszystko odpowiada nasz mózg. Każdy działa inaczej, każdy ma swoje wady i zalety. Dzięki niemu inaczej patrzymy na świat. Każdemu z nas zdarzają się jednak gorsze chwile. I za to też odpowiada nasz mózg. Zwłaszcza jeśli mamy ADHD! 



Autorka tej książki nazywa ludzi z ADHD ludźmi z wyjątkowym mózgiem. Pokazuje rzeczy, z którymi ich mózg radzi sobie lepiej. I te, które przysparzają im nieco więcej trudności. Opowiada o talentach i wyjątkowych zdolnościach. A także o tym, co jest cechami charakterystycznymi osób z ADHD. Zwraca uwagę na to, że nie muszą występować wszystkie. Ich znajomość może nas jednak naprowadzić na trop ADHD. Przypomina o tym, że najważniejsza jest akceptacja. Podpowiada jak radzić sobie w sytuacjach wyjątkowo trudnych i tych codziennych, które mogą nas spotkać na każdym kroku. Wszystko w ciekawej i atrakcyjnej dla czytelników formie.



ADHD! Jak sobie radzić w neuroróżnorodnym świecie to książka nie tylko dla tych, którzy mają ADHD. Nie tylko dla tych, którzy niedawno dowiedzieli się, że mogą mieć ADHD. To nie jest książka, którą mogą lub powinny czytać wyłącznie dzieci. To nie jest książka tylko dla rodziców albo nauczycieli. Każda z tych grup znajdzie w tej książce coś dla siebie, coś, co ją zainteresuje. Coś, co może pomóc. Zrozumieć siebie albo zrozumieć innych. Są tam ćwiczenia i wyzwania, z którymi warto się zmierzyć. Jest humor, który sprawia, że książka (choć mądra i ważna) nie jest aż tak bardzo poważna. Takiej książki wcześniej nie było i właśnie dlatego warto ją poznać!

 




ADHD. Jak sobie radzić w neuroróżnorodnym świecie

Rachel Brian

tłumaczenie Maria Antonina Jaszczurowska

Wydawnictwo Debit 2026

wiek 6+ 


 https://soniadraga.pl/wydawnictwo-debit

Nasz patronat: "Autko mamy" (Wydawnictwo Literatura)

Na polskim rynku wydawniczym dostępnych jest wiele książek dla dzieci. Jedne od razu zwracają naszą uwagę, obok innych zdarza się nam przejść obojętnie. Niektóre zwracają uwagę dużym formatem albo piękną oprawą graficzną. Inne kuszą nazwiskami autorów albo ciekawym opisem na okładce. Czasem wybieramy książki pod wpływem impulsu, zdarza się też, że wybieramy je bardzo świadomie i niecierpliwie czekamy na premierę nowego tytułu.

Dziś chcę Wam pokazać jedną z jesiennych nowości Wydawnictwa Literatura. Książkę, która zachwyca swoją zwyczajnością. Jej bohaterami są Ania, Remik i ich mama. Jest też tytułowe autko. Od niego wszystko się zaczyna. A właściwie zaczyna się od decyzji mamy, która postanawia zrobić prawo jazdy! Swój pomysł bardzo szybko realizuje i już po kilku miesiącach staje się dumną posiadaczką prawa jazdy. A niedługo później także samochodu. Wybrała go razem ze swoimi dziećmi. W końcu to pojazd dla całej rodziny i wszyscy z niego będą korzystać. I to intensywnie, bo od razu zaczną jeździć na krótsze i dłuższe wycieczki. O tym, co się w ich trakcie działo możemy przeczytać właśnie w tej książce. A działo się sporo. Przede wszystkim dlatego, że mały, niebieski samochód okazał się być samochodem wyjątkowym, bo posiadał magiczną moc. Wyczuwał potrzeby swoich użytkowników, przewidywał dokąd będą jechać i, co planują robić. Jak to możliwe? Myślę, że są rzeczy, które nie muszą mieć racjonalnego wytłumaczenia! Poza tym w tej książce ważne jest coś zupełnie innego. Tu ważny jest wspólnie spędzony czas, przeżyta przygoda, zdobyte doświadczenie. I ciepło płynące z każdego rozdziału książki Joanny Olejarczyk.




Nie mam (i raczej nie planuję zdobycia) prawa jazdy. Nie potraktowałam tej książki jako inspiracji do jego zrobienia. A mimo to przeczytałam Autko mamy z ogromną przyjemnością. To jest jedna z tych historii, jakich dziś bardzo brakuje. Bardzo ciekawa, a jednocześnie pełna spokoju opowieść o tym, co dla nas ważne i, co nam bliskie. Ktoś mógłby pomyśleć, że to książka przede wszystkim dla chłopców. W jej tytule pojawia się przecież samochód. Nic bardziej mylnego! Ta historia trafi do każdego. Ja dałam się jej porwać od pierwszej strony. Tę opowieść po prostu chce się czytać. Chce się być blisko jej bohaterów, którzy są tak bardzo podobni do czytelników. Warto też podkreślić, że Autko mamy to nie tylko ciekawa historia napisana przez Joannę Olejarczyk, to również przepiękne ilustracje Moniki Feret! Jestem pewna, że jej lektura sprawi przyjemność całym rodzinom. Tak, jak nam, ogromną przyjemność sprawiło objęcie tej książki patronatem!




Autko mamy

Joanna Olejarczyk

ilustracje Monika Feret

Wydawnictwo Literatura 2026 

wiek 4+ 


 https://wydawnictwoliteratura.pl/

 

"Królowa Piorunów" (Wydawnictwo Literackie)

Nie wyobrażam sobie jesieni bez książek. Coraz dłuższe wieczory zachęcają do czytania, do odpoczynku, do zanurzenia się w świecie opowieści. Jesienią na rynku wydawniczym pojawia się wiele nowych tytułów. O niektórych wiemy już dużo wcześniej i niecierpliwie czekamy aż trafią na półki księgarń i bibliotek. Inne pojawiają się niespodziewanie. Wszystkie sprawiają radość. A największą radość sprawiają te, na które bardzo niecierpliwie czekamy.

Czy czekałam na premierę Królowej Piorunów? I tak, i nie. Czekałam na kontynuację (a właściwie na zamknięcie) cyklu książek Mai Lunde i Lisy Aisato. Pierwsza, czyli Śnieżna siostra, ukazała się niemal równo siedem lat temu. Dwa lata później zachwycała nas Strażniczka Słońca. Potem przyszedł czas na Panią Wiatru. A teraz trzymam w ręce czwarty tom jednej z najbardziej wyjątkowych serii literackich. Każda z tych książek opowiada inną historię. Każda wiąże się z inną porą roku. Jako ostatnia ukazała się ta, która wszystkim będzie kojarzyć się z jesienią. To skojarzenie wywołuje już pierwsze spojrzenie na okładkę. Piękny pomarańczowy kolor, pełen uroku niewielki obrazek, na którym widzimy starszą kobietę i dziewczynkę spacerujące po jesiennym lesie. Obrazek ma w sobie bardzo dużo spokoju. Trochę kłóci się to z tytułem książki, bo o żadnych piorunach nie może być tu mowy. Wystarczy jednak zajrzeć do pierwszego rozdziału, żeby przekonać się, że tytuł pasuje tu doskonale. Pierwszy rozdział jest pełen gwałtownych emocji. Pełen złości. Takich emocji doświadcza Isabelle Madeleine. To ona jest główną bohaterką i jednocześnie narratorką Królowej Piorunów.



Isabella ma tylko mamę. Mama ma tylko Isabellę. Ich życie jest wieczną podróżą. Nigdzie nie zatrzymują się na dłużej. Nie mają swojego miejsca na ziemi. Miejsca, do którego mogą wrócić po dłuższej lub krótszej wyprawie. Tym razem swoje kroki kierują do rodzinnej miejscowości i rodzinnego domu mamy Isabelli. Mieszka tu wujek dziewczynki. Wizyta siostry i siostrzenicy jest dla niego zaskoczeniem, ale szybko otacza je opieką. Isabella zaczyna chodzić do tamtejszej szkoły i zaprzyjaźnia się z wujkiem Albertem. Zdaje się, że wszystko zaczyna się układać, że dziewczynka zacznie żyć jak jej rówieśnicy. Wydaje się, że odnalazła się w nowym miejscu, udało się jej nawet nawiązać nowe znajomości. Isabella odzyskuje poczucie bezpieczeństwa. Niestety, na krótko. Mama dziewczynki też nie czuje się tu tak szczęśliwa, jak początkowo się wydawało. Czy jest aż tak niespokojnym duchem? A może noszą w sobie jakieś tajemnice? Niezałatwione sprawy, które odbierają im radość życia?



Królowa Piorunów to książka, która zachwyca. Piękną historią i niesamowitymi ilustracjami. Ta historia aż kipi od emocji. Tych, które targają głównymi bohaterami i tymi, które w trakcie lektury zaczynają odczuwać czytelnicy. Jest to jedna z tych historii, która porusza najczulsze struny. Doskonale nadaje się do wspólnego czytania. To jedna z tych książek, o których warto rozmawiać z dziećmi. Przecież dobrze wiemy, że o emocjach rozmawiać jest trudno. Nie wiemy jak zacząć, nie wiemy, w jaki sposób tę rozmowę prowadzić. Tu mamy prawie gotowy przewodnik po emocjach. Jestem pewna, że ta książka podbije Wasze serca i wzbudzić w Was zachwyt. Żeby ją przeczytać nie musicie znać wcześniejszych książek tego niezwykłego duetu. Każda ze stworzonych przez Lunde i Aisato książek to nowa i inna opowieść. Nowi bohaterowie, nowe emocje. Takie książki chce się czytać, takie książki czytać warto. Takich książek nie zapomina się nigdy!



Królowa Piorunów

Maja Lunde

ilustracje Lisa Aisato

tłumaczenie Milena Skoczko-Nakielska 

Wydawnictwo Literackie 2026 


https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ 

"Coco" (Wydawnictwo EGMONT)

W dzieciństwie uwielbiałam oglądać Śpiącą królewnę. Była to moja ukochana bajka Disneya przeniesiona na ekran. Większość scen znałam na pamięć, wiele do dziś zostało w mojej pamięci. Minęło wiele lat, a ja ciągle darzę ten film sentymentem i, kiedy tylko mam okazję oglądam, bo to naprawdę piękna baśniowa opowieść. Nie oznacza to jednak, że nie oglądam nowych produkcji Disneya. Przeciwnie! Oglądam i zdarza się, że niektóre z nich wzruszają mnie do łez.

Taką historią jest Coco. Niezwykle piękna filmowa opowieść Disneya z 2017 roku. Pamiętam, że zapowiedź tego filmu nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Mimo wszystko zdecydowaliśmy się pójść do kina, żeby obejrzeć cały film. I bardzo dobrze zrobiliśmy, bo Coco okazał się filmem innym niż wszystkie. Opowieścią, która porusza najczulsze struny i kruszy najtwardsze serca. Głównym bohaterem filmu jest dwunastoletni Miguel. Chłopiec ma jedno wielkie marzenie. Chce zostać muzykiem! Niestety, nie jest to takie proste. W rodzinie Miguela o muzyce mówi się źle. Dlaczego? Tego chłopiec nie wie. Być może dlatego tak uparcie dąży do spełnienia swojego marzenia. Jego starania przybierają na sile, kiedy orientuje się, że może być synem jednego z najbardziej znanych muzyków. Rodzinne tajemnice omal nie doprowadzają do rodzinnej tragedii. W Dniu Zmarłych chłopiec trafia w zaświaty. Tam spotyka ducha mężczyzny, którego uważa za dziadka i innych krewnych. Szybko orientuje się jednak, że powrót do domu nie będzie prosty, a rodzina skrywa jeszcze więcej sekretów. 




Uwielbiam Coco! To jedna z tych historii, które (chyba) nigdy mi się nie znudzą. Mogę oglądać ją kolejny raz i cały czas czerpać z tego przyjemność. Teraz mam szansę wracać do niej jeszcze częściej. Wszystko dzięki komiksowi z serii "Magiczny świat Disneya w komiksie". Komiksowa opowieść powstała na podstawie filmu. Przeczytać mogą ją ci, którzy tę historię już znają i ci, którzy dopiero obejrzą ją po raz pierwszy. Czy znajomość komiksu nie odbierze przyjemności, którą powinno dać oglądanie filmu? Moim zdaniem nie. Ta historia nie może się znudzić. Można ją przeczytać i obejrzeć setki razy, a ona i tak wzrusza. Bo to jedna z najpiękniejszych opowieści o rodzinie, marzeniach, wielkim uporze i niezwykłej odwadze. Historia, którą poznać trzeba. 




Ten i inne komiksy znajdziecie na

 

https://egmont.pl/

"Sporty w dechę" (Wydawnictwo Ezop)

Książki od zawsze były dla mnie oknem na świat. Uwielbiałam czytać encyklopedie i leksykony, oglądać różne mapy i ryciny. Do dziś sprawia mi to ogromną przyjemność. Nadal, jeśli szukam pewnych informacji, sięgam właśnie po książki. Dziś jest ich znacznie więcej niż w czasach mojego dzieciństwa i przekazują wiedzę w nieco inny sposób. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że w księgarniach znajdziemy książki na każdy temat i chyba o wszystkich dyscyplinach sportu.

Także o tych, które uprawiają miłośnicy desek! Ci, którzy na nich jeżdżą i ci, którzy na deskach pływają. To również książka dla tych, którzy dopiero chcieliby zacząć przygodę z deską (albo deskami). Każda strona to ogrom wiedzy (choć tekstu nie ma tu wiele). Są tu pojedyncze słowa, nazwy, ważne hasła dla wszystkich miłośników desek. Pierwszą bohaterką jest deskorolka. Poznać można jej budowę, rodzaje, ciekawostki techniczne oraz różne sposoby jazdy. Po niej na arenę wjeżdża snowboard, a za nim już pędzi hulajnoga. Czytelnicy wskoczą również na deskę surfingową, a potem na deskę SUP. Na nudę nie ma tu miejsca. Tu nawet trudno znaleźć chwilę na odpoczynek. Tyle się w tej książce dzieje. Każda strona to minimum kilkanaście mniejszych i większych rysunków. A obok nich ciekawostki i niezbędne informacje. Te, które trzeba zdobyć zanim zaczniemy uprawiać dany sport i te, które warto poznać, żeby mieć o czym rozmawiać z innymi miłośnikami danej dyscypliny.




Zaskoczyła mnie ta książka. Spodziewałam się, że będzie to podręcznik albo kompendium wiedzy dla tych, którzy lubią albo chcą uprawiać jakiś sport związany z deską. Szybko okazało się, że trzymam w rękach jedną z najładniejszych książek jakie kiedykolwiek wydano. Tekst i ilustracje stworzył Bartosz Ratajczyk. Już na pierwszy rzut oka widać jak spójną całość tworzą. Oglądanie tej książki to dla czytelnika ogromna przyjemność. Trudno oderwać od niej wzrok. Choć, jak wspomniałam, tekstu jest tu niewiele, to sporo można się z tej książki dowiedzieć. Na jej kartki trafiły nie tylko ciekawostki o deskach, ale również o zdrowiu i bezpiecznym uprawianiu sportu. Wszystko się tu zgrabnie ze sobą łączy i właśnie dlatego nie ma możliwości, żeby ktoś się tą książką nie zachwycił! Mi najbardziej podoba się właśnie jej uniwersalność, bo to nie jest tylko książka dla tych, którzy na desce jeżdżą lub pływają. To nie jest książka tylko dla tych, których sporty na deskach interesują. To książka dla tych, którzy doceniają pięknie wydania i dla tych, których wszystko interesuje!




Sporty w dechę

Bartosz Ratajczyk

Wydawnictwo Ezop 2026 

wiek 7+ 


 https://ezop.com.pl/