"Słowiańskie stwory" (Wydawnictwo Znak Emotikon)

W dzieciństwie uwielbiałam czytać baśnie i podania ludowe. Te klimatyczne opowieści zawsze rozpalały moją wyobraźnię. Miałam swoje ulubione historie, które pamiętam do dziś. W większości tych historii nie brakowało elementów magicznych, często było to opowieści mroczne, bardzo tajemnicze i emocjonujące. Pewnie dlatego tak bardzo zapadły mi w pamięć. Dziś takich książek prawie się nie wydaje. Skupiliśmy się na historiach współczesnych. Wydawane są za to inne książki, które zwracają uwagę polskich czytelników. Jakie? Książki poświęcone mitologii słowiańskiej.

Uzbieraliśmy takich już sporą kolekcję. Zaczęło się od powieści dla dzieci i młodzieży, w których pojawiały się nawiązania do mitologii słowiańskiej. Każda taka książka uświadamiała mi, jak kiepsko znam słowiańskie bóstwa. W trakcie czytania zawsze starała się nadrobić zaległości, wyszukiwałam w sieci informacji na temat bóstw i zwyczajów słowiańskich. Zawsze brakowało mi jednak książki, która w jednym miejscu zbierałaby wszystkie potrzebne mi informacje. Dlatego ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam zapowiedź Słowiańskich Stworów Anny Stasiak. Wiedziałam, że muszę mieć tę książkę. Zupełnie nie spodziewałam się jednak, że w moje ręce trafi tak wyjątkowa książka. Jako pierwszy zwraca uwagę format. To naprawdę duża książka! Z przepiękną okładką. Stworzyła ją, podobnie jak wszystkie ilustracje, Wioleta Herczyńska. Wystarczy rzucić okiem do środka, żeby mieć pewność, że mamy przed sobą niesamowitą lekturę. We wstępie autorka snuje opowieść rodem z bardzo dawnych czasów. Czasów, kiedy ludzie nie mieli telewizorów ani telefonów. Kiedy żyli wyłącznie z pracy własnych rąk. A kiedy coś układało się nie po ich myśli, zrzucali winę na różne tajemnicze postaci. Kim one były? Tego dowiedzieć można się właśnie z tej książki. Z prawdziwego albumu pełnego tytułowych stworów. Naszym przewodnikiem jest Licho. To z nim przemierzamy lasy, jaskinie, okolice jezior. Zaglądamy na cmentarz, do domu i na pole. Wpatrujemy się też w górę, bo część z tych stworów żyje nad powierzchnią ziemi. Kogo dokładnie spotkamy w tej książce? Są Borowy i Leszy, jest Żmij, pojawia się Rokita. Poznacie tu Południcę, jest Bieda, są Kołbuk i Kikimora. Postaci jest naprawdę wiele. Schemat prezentacji każdej z nich jest taki sam. Licho opowiada o jej wyglądzie, miejscu, w którym działa, zdradza też, skąd ta postać się wzięła i, w jaki sposób utrudniała ludziom życie (albo wręcz przeciwnie, wspierała ich). Pasjonująca lektura!




Słowiańskie stwory można przeczytać od deski do deski, strona po stronie, rozdział po rozdziale. Można też wybierać to, co nas w danym momencie interesuje, zaglądać na różne strony i poznawać tę książkę na własnych zasadach. Bez względu na to, którą ścieżką pójdziecie, będzie to dobry wybór. Lektura zawsze sprawi Wam tyle samo przyjemności. To naprawdę wyjątkowa książka, która wzbudzi zachwyt każdego, kto ją zobaczy. Jest jednak nie tylko ładnie wydana, ale również bardzo interesująca. Czyta się ją fantastycznie. Z każdą kolejną postacią rosną zachwyt i ekscytacja czytelników. Takich książek nie ma wiele. Moje serce podbiła od razu. Przeczytałam ją z wielką przyjemnością, a potem jeszcze długo ją kartkowałam, żeby cieszyć się nią jeszcze dłużej. Was ta książka również oczaruje i porwie do świata słowiańskich mitów i wierzeń. Miłej podróży do tego niezwykłego świata! Bawcie się dobrze, ale bądźcie też uważni i czujni!




Słowiańskie stwory

Anna Stasiak

ilustracje Wioleta Herczyńska

Znak Emotikon 2026 

wiek 6+ 

https://www.znak.com.pl/
 

"Niesforne Ziarenko idzie do biblioteki"/"Wzorowe Jajo i Pokaz Talentów" (Wydawnictwo HarperKids)

Kiedyś po prostu uczyliśmy się czytać. Mieliśmy szkolne elementarze i książki dla dzieci. Najpierw uczyliśmy się liter, potem sylab. Kolejnym etapem było odczytywanie całych wyrazów, a na końcu pełnych zdań. Jedni szybko opanowywali tę umiejętność i zaczynali płynnie czytać. Inni potrzebowali na to znacznie więcej czasu. Inni potrzebowali na to znacznie więcej czasu. W końcu każdy się tego nauczył. Jednak ci, którym nauka czytania sprawiała więcej problemów, mogą nie wspominać tego czasu z uśmiechem. Czy byłoby im łatwiej, gdyby czytać nie uczyli się kilkadziesiąt lat temu, tylko dzisiaj? 

Myślę, że dzieciom, które teraz uczą się czytać jest znacznie łatwiej. Nad nauką czytania pochyliło się wiele osób, które przygotowało mnóstwo książek i gier, które mogą okazać się bardzo pomocne. Wybór takich książek jest naprawdę spory. Chyba każde wydawnictwo dziecięce ma takie w swojej ofercie. Większość z nich jest do siebie bardzo podobnych i nie ma w tym niczego złego. Te książki mają jeden cel - pomóc dzieciom w nauce czytania. Dobrze, żeby wybór konkretnych tytułów pozostawić dzieciom. To one mają czytać je z przyjemnością. Te, które chciałabym pokazać Wam dzisiaj przyjemność czytania gwarantują.

Niesforne Ziarenko idzie do biblioteki oraz Wzorowe Jajo i Pokaz Talentów to książki, których bohaterów wiele dzieci już pewnie zna. Teraz Niesforne Ziarenko i Wzorowe Jajo powracają w serii "Tryb czytania". Dwie nieduże książeczki i dwie różne historie. W każdej inna opowieść, duża czcionka, duże ilustracje i niedużo tekstu. W sam raz, żeby dziecku udało się przeczytać tę książkę samodzielnie. Książka o Niesfornym Ziarenku to nie tylko nauka czytania, ale również świetna promocja bibliotek. Obserwujemy jak główny bohater wybiera się do biblioteki. To, co tam znajduje przechodzi jego najśmielsze wyobrażenia. Na bibliotecznych półkach znajduje książkę, która szybko podbija jego serce. Uznaje ją za swoją ulubioną, wypożycza i czyta, czyta, czyta... Do dnia, w którym dostaje list z biblioteki. I wtedy pojawia się problem. Jaki? Tego dowiedzą się dzieci, które zdecydują się przeczytać tę książkę.





Druga książka, której bohaterem jest Wzorowe Jajo zaprasza czytelników na pokaz talentów. Co tam zaprezentuje? Na pewno nie to, co sobie zaplanowało. Już po wejściu na pokaz dochodzi do wniosku, że wszyscy są w czymś od niego lepsi. Co Jajo może w tej sytuacji zrobić? Początkowo czuje się bardzo zagubione, ale los szybko podsuwa mu pewien pomysł i wiele różnych sytuacji, które pozwalają mu pokazać, w czym jest najlepsze. Co to takiego? Niestety, nie mogę zdradzić. I myślę, że nie tak łatwo jest się tego domyślić.




Dwie ciekawe książki. Dwie interesujące historie. Różni bohaterowie, różne przygody i opowieść, która trzyma w napięciu od początku do końca. Wciąga czytelników od pierwszego zdania. Czy to gwarancja czytelniczego sukcesu? Moim zdaniem tak. Takie książki po prostu chce się czytać. Do tego, z dużą przyjemnością się je ogląda. Ilustracje są naprawdę miłe dla oka i dobrze dopełniają wydarzenia przedstawione na kolejnych stronach książki. Ilustracje są duże, dzięki temu nawet mniej wprawieni czytelnicy nie będą znużeni lekturą. Seria "Tryb czytania" nie jest może lekturą dla dzieci, które są na pierwszym etapie nauki czytania. Z powodzeniem przeczytają ją te dzieci, które znają już wszystkie litery i umieją budować z nich wyrazy. Jestem pewna, że te historie przypadną im do gustu i będą miały ochotę przeczytać kolejne książki z tej serii. A tu już prawdziwy czytelniczy sukces!

 

Książki z serii "Tryb czytania"

znajdziecie na

 

https://harpercollins.pl/

"Włoski Skarbiec. Najlepsze komiksy: Massimo De Vita. Tom 1" (Wydawnictwo EGMONT)

Doskonale wiem, że Kaczor Donald, jego rodziny i przyjaciele nie są bohaterami stworzonymi dla telewizji (choć z telewizyjnych bajek zna ich pewnie najwięcej osób). Wiem, że pierwszym miejscem, w którym się pojawili były komiksy. Znam je doskonale, można powiedzieć, że się na nich wychowywałam. Mowa oczywiście o komiksach, które trafiały do magazynu "Kaczor Donald". Wychowało się na nim moje pokolenie. Dziś wychowują się kolejne dzieci. Czytałam i bardzo lubiłam te historie. Nigdy jednak nie zastanawiałam się, kto jest ich twórcą.

Czas na zadanie sobie tego pytanie przyszedł dopiero teraz, kiedy w moje ręce trafił zbiór komiksów "Włoski Skarbiec". Zaintrygowało mnie nazwisko autora na okładce. Czyżby cała seria miała tylko jednego autora? Okazało się, że autorów było więcej, ale łatwo ich wymienić, a szczegółowe informacje na ich temat znaleźć w sieci. Dziś jednak skupiamy się wyłącznie na tych komiksach, których autorem był Massimo De Vita. Włoch, jako twórca komiksów o Kaczorze Donaldzie, zadebiutował w 1959 roku. Od tego czasu był jednym z najważniejszych twórców obrazkowych historyjek, które trafiały do magazynu. Często odpowiedzialny był zarówno za scenariusz, jak i z ilustracje. Do Włoskiego Skarbca trafiło sześć komiksowych opowieści, które tworzył lub współtworzył Massimo De Vita. Zanim jednak zaczniecie je czytać, warto zajrzeć do wstępu. Tam każdy znajdzie mnóstwo informacji na temat autora i kultowej serii, którą tworzył. To gratka nie tylko dla wszystkich miłośników "Kaczora Donalda". Zainteresuje to także tych, którzy tej serii być może nie znają albo znają niezbyt dobrze. Spotkacie w tych komiksach kultowych bohaterów, przeczytacie historie, których wcześniej nie mieliście okazji poznać. 




Czytałam kilka dni temu bardzo interesujący artykuł poświęcony modzie na czytanie. Czytamy, niestety, wiele kiepskich książek. Nie widzimy w tym problemu, bo wmówiono nam, że czytać po prostu wypada. Wybieramy więc proste historie, niekoniecznie dobre napisane, często pełne błędów językowych, ortograficznych i merytorycznych. Czytamy złe powieści, jednocześnie deprecjonujemy komiksy. Uważamy je za coś gorszego, zbyt prostego, żeby ich czytanie mogło nam coś znać. Prawda jest jednak taka, że dobrze napisany i solidnie przemyślany komiks jest znacznie lepszy od złej powieści. Czy komiksy z serii "Kaczor Donald" są dobre? Moim zdaniem tak. Jeśli ktoś czerpie przyjemność z czytania komiksów, powinien je czytać. Ci, którzy nie czytali ich nigdy, również mogą do nich zajrzeć. Myślę, że każdy znajdzie w nich coś dla siebie i wszystkim ta lektura sprawi przyjemność.





Włoski Skarbiec. Najlepsze komiksy: Massimo De Vita. Tom 1

tłumaczenie Jacek Drewnowski 

EGMONT 2026 


 https://egmont.pl/

"Cudowna łyżeczka Biety" (Wydawnictwo Lira)

Są takie książki, które zostają w pamięci czytelników na zawsze. Myślę, że każda osoba, która czyta mniej lub bardziej regularnie, może z łatwością wymienić kilka tytułów takich książek. Niektóre wzruszały do łez, inne skłaniały do refleksji, jeszcze inne pokazywały wyjątkowych bohaterów. Takich, z których można brać przykład, którzy mogą być dla czytelników inspiracją. Jedni zostali wymyśleni przez autorów, inni są postaciami historycznymi. Jedni żyli kilka wieków temu, inni niedawno. Są też tacy, którzy żyją obok nas, których możemy mieć okazję spotkać!

Taką bohaterką jest Elżbieta Ficowska. Tytułowa Bieta z najnowszej książki Cezarego Harasimowicza. Urodziła się w 1942 roku na terenie warszawskiego getta. Jak to się stało, że przeżyła? Uratowała ją determinacja i odwaga Ireny Sendlerowej, polskiej pielęgniarki, która ratowała żydowskie dzieci i przekazywała je pod opiekę osób, które mogły zapewnić im bezpieczeństwo. Mała Elżbieta była jednym z takich dzieci, wywieziono ją z getta w drewnianej skrzynce. Jedyną pamiątką z jej dawnego życia była srebrna łyżeczka z wygrawerowaną datą urodzin i imieniem. Tylko i aż tyle. Jedyna pamiątka po biologicznych rodzicach. Łyżeczka stała się nieodłączną towarzyszką Elżbietki. Towarzyszyła jej na kolejnych etapach życia. Obserwowała wszystko i o wszystkim nam opowiedziała. Bo to właśnie ona przybliża młodym czytelnikom historię życia Biety. Życia niezwykłego, na którym swoje piętno odcisnęła wielka historia i polityka. Życia, w którym spotkała wiele wyjątkowych osób. Każda z nich wywarła jakiś wpływ na jej życie i decyzje. Elżbieta, która jako dziecko została uratowana z warszawskiego getta, wyrosła na mądrą i odważną kobietę, która była nie tylko bierną obserwatorką ale również ich uczestniczką. Dzięki temu ta książka jest nie tylko opowieścią o jej życiu, ale również o historii i współczesności!





Biografie to jeden z najbardziej przeze mnie lubianych gatunków literackich. Czytam historie osób, które znam, czasem wybieram opowieści o osobach, o których wcześniej nie słyszałam. Elżbieta Ficowska nie była mi zupełnie obca. Trochę już na jej temat wiedziałam. Z tej książki dowiedziałam się jeszcze więcej. I czytałam ją z wypiekami na twarzy i ogromnym zainteresowaniem. Nie zawiodłam się. Cudowna łyżeczka Biety to kolejna książka Cezarego Harasimowicza, która trafiła do naszej biblioteczki. Wiedziałam czego mogę się spodziewać po książkach tego autora. Wiedziałam, że czeka na mnie wspaniała literacka przygoda. Dostałam wszystko, czego chciałam i na co liczyłam. Za takie książki lubię świat literatury. Dla takich historii czytam książki. Znakomicie napisana biografia, z pięknymi ilustracjami autorstwa Kariny Piwowarskiej, które dopełniły tę historię. Jeśli szukacie książki, która może stać się prezentem dla dzieci w wieku szkolnym, koniecznie przyjrzyjcie się tej. Mądra, ważna i bardzo interesująca, uniwersalna opowieść o świecie, w którym żyjemy. Książka dla wszystkich dzieci i dorosłych, którzy lubią historie, które wydarzyły się naprawdę.




 

Cudowna łyżeczka Biety

Cezary Harasimowicz

ilustracje Karina Piwowarska

Wydawnictwo Lira 2026 


 https://wydawnictwolira.pl/

"Kocham siebie" (Wydawnictwo Debit)

Nie ma chyba na świecie człowieka, który nie porównuje się z innymi. Nie ma w tym niczego złego, to dla rzecz całkowicie naturalna. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy to porównywanie się z innymi wpędza nas w kompleksy. Kiedy zaczynamy się z tego powodu czuć gorsi od innych. Źle czujemy się też wtedy, kiedy ktoś zaczyna nas wyśmiewać. Kiedy słowa drugiego człowieka sprawiają, że czujemy się mniej wartościowi od innych. Czy możemy się na to jakoś uodpornić? Dorosłym przychodzi to łatwiej (choć są tacy, którzy nie potrafią sobie z tym poradzić), a co z dziećmi? Dzieci muszą się tego nauczyć. 


Wszystkim, którzy chcą wesprzeć swoje dzieci i nauczyć je patrzeć na siebie z miłością, mogę polecić książkę Kocham siebie. Jej autorka, Lucia Serrano, w bardzo prosty i jednocześnie interesujący sposób pokazuje dzieciom jak ważna i potrzebna jest samoakceptacja. Pierwsze strony tej książki to zbiór czarnych myśli, które mogą zrodzić się w głowie każdego człowieka. Dlaczego? Najczęściej dlatego, że ktoś inny powie nam coś przykrego. Te usłyszane raz słowa wracają do nas w różnych momentach, odbierają nam odwagę, chęć do działania, podcinają skrzydła. Autorka wyjaśnia młodym czytelnikom, że każdy człowiek jest inny. Różnimy się od siebie wyglądem, umiejętnościami, charakterem. Nikt z nas nie jest jednak gorszy od drugiego człowieka. Każdy z nas jest wartościowy. Każdy może budować piękne relacje z drugą osobą. Jest tylko jeden warunek. Najpierw musimy pokochać siebie! Brzmi banalnie? Być może, ale nie jest to banał! Ta książka również nie jest banalna. Jest bardzo mądra i powinno poznać ją każde dziecko.




 

Powiem krótko, książka Kocham siebie mnie zachwyciła. Czym? Głębokim przekazem ukrytym w bardzo prostej formie. W tej książce nie ma za dużo tekstu, ilustracje są ładne, ale proste (choć nie jest to w tym przypadku zarzut). Czyta się ją bardzo dobrze. Każda strona prowokuje do zadawania pytań i zachęca do rozmowy. Warto ją czytać w domowym zaciszu z własnymi dziećmi. Warto czytać ją z dziećmi w przedszkolu albo szkole. To jedna z tych książek, które po prostu trzeba przeczytać. To książka, która pozwoli dzieciom lepiej żyć, mniej martwić się sprawami, na które nie mają wpływu i budować zdrowe relacje. Myślę, że to dobra lektura nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych. Pełna ciepła i mądrości. Podarujcie ją tym, których kochacie!




 

Kocham siebie

Lucia Serrano 

tłumaczenie Karolina Jaszecka

Wydawnictwo Debit 2026 

wiek 3+ 


 https://soniadraga.pl/wydawnictwo-debit