"Brudozaur, czyli kto tu broi?" (Wydawnictwo Literatura)

Myślę, że Wy również tworzycie sobie jakąś wizję treści książki na podstawie jej okładki i tytułu. Czasem nasze wyobrażenie pokrywa się z tym, co skrywa w sobie książka, czasem nie. W przypadku książki Dominiki Gałki, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć, miałam do czynienia z ta drugą opcją. Byłam pewna, że trzymam w ręce książkę, która za cel postawiła sobie uczenie dzieci utrzymywania porządku. Szybko okazało się, że jestem w błędzie...

Tytułowy Brudozaur to jeden z wielu bohaterów tej książki. Akurat on z robieniem bałaganu ma wiele wspólnego. Jak się okazuje, to właśnie on odpowiedzialny jest za powstawanie plam na dywanie i podłodze. Jego dobrym kolegą jest inny bohater tej książki, czy Bałagant. Wiele wskazuje na to, że to on może być odpowiedzialny za ginące w tajemniczych okolicznościach kredki i różne zabawki. Być może łączy go również coś z Chytrozaurem, który niespecjalnie lubi się dzielić i Boskatorem, którego można winić, kiedy giną nam kapcie albo skarpetki i biegamy po domu boso! Oto właśnie bohaterowie tej książki! Potwory, które komplikują naszą codzienność. Taki na przykład Papladok, który strasznie dużo gada i ciągle zadaje jakieś pytania albo cukrator, który sprawia, że ciągle mamy ochotę na coś słodkiego. Czochrator, który nie lubi czesać włosów i Kłamadon, który nie przepada za mówieniem prawdy. Kilkanaście potworów. Spotykamy je każdego dnia. Czy utrudniają nam życie? Oczywiście, że tak. Czy można się ich poznać? Z pomocą tej książki na pewno.




Każdy potwór dostał dla siebie dwie strony tej książki. Na jednej przeczytać można wierszyk, na drugiej znajdują się porady, w jaki sposób tego potwora można się pozbyć. Oprócz słów są oczywiście ilustracje. Piękne i bajecznie kolorowe. Stworzył je Paweł Gierliński i muszę przyznać, że doskonale wpasowały się w potworny klimat książki Dominiki Gałki. Jestem tą książką zachwycona. To gotowy materiał na zajęcia z przedszkolakami, a nawet na przedszkolne przedstawienie. Można tę książkę czytać i czytać, a później o niej rozmawiać. Można świetnie się dzięki niej bawić i, co najważniejsze lepiej żyć! Łatwiej się dogadywać z własnym dzieckiem. Bo ta książka sprawia, że rodzinne życie może być po prostu lepsze i szczęśliwsze!




Brudozaur, czyli kto tu broi?

Dominika Gałka

ilustracje Paweł Gierliński

Wydawnictwo Literatura 2026

wiek 3+ 

https://wydawnictwoliteratura.pl/
 

"Chrumek i Mumu poznają cyfrę.." (Wydawnictwo Debit)

Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Nie wyobrażam sobie, żeby nie było ich przy moim łóżku. Nie ruszam się bez książki z domu. Zawsze muszę mieć jakąś przy sobie, bo nigdy nie wiem, czy nie nadarzy się okazja do przeczytania choćby kilku stron. Książki były też zawsze w torbie, w której nosiłam wszystkie niezbędne rzecz, kiedy Tosia była mała. Ratowały nas wielokrotnie. Zawsze zabijały nudę. Jakie książki zabieraliśmy ze sobą? Małe. Takie, które ograniczały się do jednej historii. Niedługiej, takiej, którą można przeczytać w kolejce do lekarza albo czekając na obiad w restauracji. Zależało nam też na dużych ilustracjach, bo kiedy nie mogliśmy czytać, Tosia mogła te książki po prostu oglądać.

 

Dziś wielu książek, które nam towarzyszyły, nie ma już na rynku wydawniczym. Są za to inne. Równie interesujące. Oprócz tych, które zdążyły się już zadomowić w dziecięcych biblioteczkach, pojawiają się nowe. Czy wszystkie są warte uwagi? Na pewno nie. Są jednak i takie, które przeczytać trzeba! I taką serią jest na pewno ta o przygodach Chrumka i Mumu autorstwa Marii Nilsson Thore. Myślę, że tej autorki nikomu przedstawiać nie muszę, bo jest wśród polskich czytelników znana, a jej książki cieszą się dużą sympatią. Z tymi będzie podobnie, bo to jedne z tych książek, które wywołują uśmiech na twarzach czytelników.



Bohaterami są prosiak i krówka. Chrumek i Mumu są najlepszymi przyjaciółmi. Lubią spędzać ze sobą czas i przeżywają różne ciekawe przygody. Każdy dzień to dla nich szansa na zabawę, odkrycie czegoś nowego. Cieszy ich chyba wszystko. I to co wyjątkowe, i to, co zupełnie zwyczajne. Umieją doceniać nawet najmniejsze rzeczy. Do życia podchodzą z optymizmem. Nic im nie przeszkadza, we wszystkim potrafią dostrzec jakieś dobre strony i znaleźć coś, co daje im powód do radości. A jakby tego było mało, przybliżają młodym czytelnikom świat cyfr! Bohaterką każdej z książek jest inna cyfra. Cała historia jest zbudowana wokół cyfry-bohaterki. Ktoś powie, że taka opowieść jest pisana na siłę i nie może być ciekawa. A jednak jest bardzo interesująca! Pełna oryginalnego humoru i sytuacji, które na długo zapadają w pamięć.



Polubiłam tę serię od pierwszego czytania. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Nie mogłam nie polubić tych bohaterów. Ta lektura sprawiła mi ogromną przyjemność i dała mnóstwo radości. Lubię takie niebanalne historie, takich bohaterów i tak pomysłowych autorów. Tu mamy zabawną historię i bardzo miłe dla oka ilustracje. Ich autorką również jest Maria Nilsson Thore i pewnie dlatego tworzą tak spójną i atrakcyjną dla czytelników (w każdym wieku) całość. Nie da się przejść obok tych książek obojętnie. I dobrze, bo są naprawdę warte przeczytania. Takie książki i takie historie pokazują, że czytanie to świetna zabawa. A przy okazji uczą! Ja takim książkom mówię zdecydowane TAK! I choć znam wszystkie cyfry, to niecierpliwie czekam na kolejne tomy tej serii, bo jestem bardzo ciekawa, co tym razem przytrafi się Chrumkowi i Mumu.



Chrumek i Mumu poznają cyfrę 1

Chrumek i Mumu poznają cyfrę 2

Chrumek i Mumu poznają cyfrę 3

Maria Nilsson Thore

tłumaczenie Marta Rey-Radlińska

Wydawnictwo Debit 2026

wiek 2+ 


 

 https://soniadraga.pl/wydawnictwo-debit

"Dzikie łapy. Sekrety miasta" (Wydawnitwo EGMONT)

Świat komiksów nigdy nie był moim światem. Owszem, lubiłam "Kaczora Donalda", ale czytanie tej serii traktowałam jako czystą rozrywkę, bo trudno byłoby powołać się na te historie pisząc wypracowanie na lekcji polskiego. Oczywiście nie ma niczego złego w tym, że ktoś czyta wyłącznie dla rozrywki. Nie ma też pewnie niczego złego w tym, że ktoś nie czyta w ogóle. Mamy wolny wybór i sporo książek do wyboru. Także komiksów, bo ten gatunek, w ostatnich latach, rozwija się w niesamowitym tempie i nieustannie budzi mój zachwyt.

Nie mogę powiedzieć, że czytam dużo komiksów. Na pewno jednak czytam ich więcej niż kiedyś. Są wśród nich takie, które nie budzą we mnie większych emocji. Czytam i zapominam. Są też takie, które zostają we mnie na długo. Serie, na których kontynuację czekam, bo cały czas zastanawiam się, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. Taką serią są "Dzikie łapy". Niesamowita opowieść o lisie, który w poszukiwaniu swojej matki, uciekł z fermy zwierząt futerkowych. Odnalezienie jej okazało się karkołomnym zadaniem. W trzecim tomie serii Lukas kontynuuje swoje poszukiwania. Towarzyszy mu oczywiście dziki lis Trym. Wędrują od dłuższego czasu. Niestety, do tej pory nie udało im się trafić na żaden konkretny ślad. Można odnieść wrażenie, że matka Lukasa rozpłynęła się w powietrzu. Czy tym razem będą mieli więcej szczęścia? Na początku nic na to nie wskazuje, błądzą, pytają, wpadają w kłopoty. Pomagają tym, którzy pomocy potrzebują. Uciekają przed tymi, którzy stanowią dla nich zagrożenie. W końcu trafiają na granicę miasta. Tylko czy to możliwe, żeby matka Lukasa, która od ludzi zaznała tyle krzywdy, teraz zamieszkała wśród nich? Lisy muszą się tego dowiedzieć...





Dzikie łapy. Sekrety miasta to komiks, który czyta się jednym tchem. Ta historia zachwyca i budzi emocje. Jest piękna i mądra. Pokazuje, że nie można się poddawać, że warto wytrwale dążyć do celu. Udowadnia, że bardzo trudno działa się w pojedynkę. Uczy proszenia o pomoc. Pokazuje siłę przyjaźni. Nie ma w tym komiksie rzeczy, która nie budziłaby mojego zachwytu. Uwielbiam tę serię w całości. Zarówno za historię, którą opowiada, jak i za wspaniałe ilustracje. Być może komuś wydadzą się one mroczne. Dla mnie są doskonale dopasowane do tej opowieści. Jeśli jeszcze tej serii nie znacie, to musicie nadrobić zaległości. Nawet, jeśli nie lubcie komiksów, to jestem pewna, że książka podbije Wasze czytelnicze serca!




Dzikie łapy. Sekrety miasta

Viktor Nordahl

tłumaczenie Mateusz Lis

EGMONT 2026 


 https://egmont.pl/

"Dinuś chce być duży"/"Dinuś nie chce spać" (Wydawnictwo HarperKids)

Co jakiś czas słyszę pytanie, od kiedy powinno się czytać dzieciom książki? Czy jest jakiś moment w życiu dziecka, kiedy można zacząć to robić? A jeśli się go przegapi, to nie będzie już powrotu i dziecko nigdy nie polubi książek? Myślę, że takiego momentu nie ma. Każdy z nas zna przecież osobę, która przez całe swoje życie nie lubiła czytać aż w końcu trafiła na opowieść, która tak bardzo ją zachwyciła, że świat literatury ją pochłonął. Są też dorośli, którym w dzieciństwie czytano dużo, ale oni samodzielne czytanie nigdy nie stało się ich nawykiem. Jedno jest pewne, warto czytać dzieciom! I to od urodzenia!

Warto też (wraz z rosnącą samodzielnością dzieci) pozwalać im "czytać" i bawić się książkami. Jakimi? Najlepiej takimi, które mają twarde strony i są odporne na dziecięce rączki. Właśnie ukazała się nowa seria, która powinna spodobać się najmłodszym czytelnikom. Zwłaszcza tym, którzy lubią dinozaury. jej bohaterem jest Dinuś, sympatyczny mały gad prehistoryczny. 

Dinuś ma problem, z którym borykają się dzieci. Bardzo chciałby urosnąć. Tylko jak to zrobić? Rady szuka u swoich bliskich i przyjaciół. Jeden z nich częstuje go sałatą, bo ten, kto chce być większy musi jeść dużo warzyw. Po ich zjedzeniu, Dinuś wydaje się nieco większy. Idzie jednak dalej i teraz o radę prosi Tuptaka. Ten mówi, że siłę dają owoce, więc je również powinien jeść. Kolejne spotkania to kolejne żywieniowe porady dla Dinusia. Maluch dowiaduje się, że powinien jeść również ryby i strączki. Właśnie taka, różnorodna i zbilansowana dieta, zapewni mu siłę, szybkość i mądrość! Świetna rada nie tylko dla Dinusia, ale również dla czytelników tej książki.




Mały Dinozaur miewa również inne problemy. Na przykład te związane z zasypianiem. Dinuś już dawno powinien spać, ale zwyczajnie mu się nie chce. Czy powodem może być to, że nie zrobił jeszcze wszystkiego, co powinien zrobić? Na przykład nie umył zębów? I jeszcze się nie wykąpał? To możliwe, ale przyjaciele Dinusia zadbają o to, żeby zrobił wszystko to, co powinno się zrobić przed snem. Nie zapominają także o tym, że przed zaśnięciem warto przeczytać jakąś ciekawą książkę. A potem, wtulić się w ukochanego Dziadka Tadzia i... zasnąć!




Zachwyciły mnie te książki! Są prześliczne, bardzo mądre i ciekawe. Spodobały mi się kolorowe i bardzo miłe dla oka ilustracje. Na nich sympatyczny Dinuś, jego bliscy i przyjaciele. Widzimy też miejsca, w których żyją. Obrazki w tej książce są proste, ale nie można odmówić im uroku. Jest też niespodzianka, bo w każdej z książek jest scena pop-up oraz okienko do odsłonięcia. Historie opowiedziane w tych książkach również nie są skomplikowane. Dzięki temu dzieci bez problemu je zrozumieją i odnajdą, wśród przygód małego dinozaura, swoje przygody. Dinuś jest bohaterem bardzo im bliskim. Od razu budzi sympatię. Zarówno dzieci, jak i rodziców.  Myślę, że ta seria podbije serca czytelników i wszyscy będą niecierpliwie wypatrywać kolejnych tomów. Oby ukazały się jak najszybciej!

Dinuś chce być duży

Dinuś nie chce spać

ilustracje Paula Bowles

tłumaczenie Natalia Usenko

HarperKids 2026 


 https://harpercollins.pl/

"Skoki przez epoki. Osiem podróży w przeszłość" (Wydawnictwo Literackie)

Czy nauka historii może być ciekawa? Moim zdaniem tak. Wiem jednak, że są ludzie, którzy historii nie lubią. Dlaczego? Każdy zapewne z nieco innego powodu. Jedni mają problem z zapamiętywaniem dat. Inni nigdy nie trafili na dobrego nauczyciela. Są też tacy, którym historia wydaje się po prostu nudna. Nie widzą w niej żadnych nawiązań do współczesności. Nie potrafią połączyć wydarzeń z przeszłości, z tym, co dzieje się dzisiaj. Nie znajdują w historii żadnego punktu zaczepienia. Czegoś, co mogliby odnieść albo co mogliby porównać ze swoją sytuacją. A przecież, jak często mówimy, historia lubi się powtarzać...

Właśnie takie myśli towarzyszyły mi, kiedy czytałam książkę Skoki przez epoki. Osiem podróży w przeszłość Marina Przewoźniaka. Ta pięknie wydana, znakomicie napisana i świetnie zilustrowana książka dla dla młodych czytelników szansa na zupełnie inne spojrzenie na historię. Znaleźć w niej można historie bardzo młodych ludzi (często dzieci), które żyły w różnych epokach. Pierwszym jest ośmioletni Sobek, któremu przyszło żyć w 939 roku, na terenach dzisiejszej Polski. Czytelnicy mają szansę poznać dawne czasy widziane oczami swoich rówieśników. Niektórzy, jak Sobek, żyli bardzo dawno temu. Inni, jak Ulka i Rafał z roku 1984, są pewnie rówieśnikami rodziców głównych adresatów tej książki. Bohaterami są również młodzi żyjący w czasach średniowiecza i ci, którzy żyli w XVII wieku. Na kolejnych stronach opisywany jest wiek XVIII i XIX. W końcu dochodzimy do czasów bardzo nam bliskich. Z każdego rozdziału dowiedzieć się można, jak kiedyś wyglądało dzieciństwo. Łatwo się domyślić, że bardzo różniło się od tego, co mamy dzisiaj. Kiedyś nauka w szkole nie była czymś powszechnym. Wiele dzieci nigdy do niej nie chodziło albo chodziło bardzo krótkim. Czymś zupełnie normalnym była przez długi czas praca najmłodszych. O tym wszystkim przeczytać można nie tylko w kolejnych rozdziałach tej książki, ale również w umieszczonym na końcu każdego z nich, dodatku pod pięknym tytułem "Sorry, gadam z nory". Tu głos zostaje oddany szczurowi! Zwierzęciu, które bardzo często znajduje się w pobliżu ludzi. Wie więc sporo o ich zwyczajach i sposobie życia. Tu z humorem dopowiada to, co nie zmieściło się w opowiadaniu.




Na okładce tej książki czytamy, że to będzie najciekawsza lekcja historii w naszym życiu. Czy te zapowiedzi zostają spełnione? Zdecydowanie tak! Kolejne rozdziały czyta się z coraz większym zainteresowaniem i ogromną przyjemnością. To zupełnie inny sposób opowiadania o historii od tego, który znamy z podręczników. Mamy tu dynamiczną i pełną humoru opowieść. Mamy bardzo ciekawych bohaterów i ich przygody. A także całkiem zwyczajne życie. Jednym można go pozazdrościć, innym raczej powinniśmy współczuć. Historia poznawana z perspektywy okazuje się bardzo interesująca i żywa. Młodym czytelnikom na pewno ta książka przypadnie do gustu. Także tym, którzy za historią nie przepadają. Nie twierdzę, że po przeczytaniu Skoków przez epoki staną się wielkimi miłośnikami historii, ale na pewno spojrzą na nią przychylniejszym okiem. Na koniec jeszcze kilka słów o autorze. Książki Marcina Przewoźniaka czytałyśmy wiele razy i zawsze sprawiało nam to ogromną przyjemność. Wielka szkoda, że nie przeczytamy już żadnej nowej, bo autor w tym roku zmarł. Obawiam się, że długo będziemy musieli czekać na kogoś, kto z taką lekkością i humorem przybliża młodym historię...




Skoki przez epoki. Osiem podróży w przeszłość

Marcin Przewoźniak

ilustracje Adam Pękalski

Wydawnictwo Literackie 2026 


 https://www.wydawnictwoliterackie.pl/