"Skoki przez epoki. Osiem podróży w przeszłość" (Wydawnictwo Literackie)

Czy nauka historii może być ciekawa? Moim zdaniem tak. Wiem jednak, że są ludzie, którzy historii nie lubią. Dlaczego? Każdy zapewne z nieco innego powodu. Jedni mają problem z zapamiętywaniem dat. Inni nigdy nie trafili na dobrego nauczyciela. Są też tacy, którym historia wydaje się po prostu nudna. Nie widzą w niej żadnych nawiązań do współczesności. Nie potrafią połączyć wydarzeń z przeszłości, z tym, co dzieje się dzisiaj. Nie znajdują w historii żadnego punktu zaczepienia. Czegoś, co mogliby odnieść albo co mogliby porównać ze swoją sytuacją. A przecież, jak często mówimy, historia lubi się powtarzać...

Właśnie takie myśli towarzyszyły mi, kiedy czytałam książkę Skoki przez epoki. Osiem podróży w przeszłość Marina Przewoźniaka. Ta pięknie wydana, znakomicie napisana i świetnie zilustrowana książka dla dla młodych czytelników szansa na zupełnie inne spojrzenie na historię. Znaleźć w niej można historie bardzo młodych ludzi (często dzieci), które żyły w różnych epokach. Pierwszym jest ośmioletni Sobek, któremu przyszło żyć w 939 roku, na terenach dzisiejszej Polski. Czytelnicy mają szansę poznać dawne czasy widziane oczami swoich rówieśników. Niektórzy, jak Sobek, żyli bardzo dawno temu. Inni, jak Ulka i Rafał z roku 1984, są pewnie rówieśnikami rodziców głównych adresatów tej książki. Bohaterami są również młodzi żyjący w czasach średniowiecza i ci, którzy żyli w XVII wieku. Na kolejnych stronach opisywany jest wiek XVIII i XIX. W końcu dochodzimy do czasów bardzo nam bliskich. Z każdego rozdziału dowiedzieć się można, jak kiedyś wyglądało dzieciństwo. Łatwo się domyślić, że bardzo różniło się od tego, co mamy dzisiaj. Kiedyś nauka w szkole nie była czymś powszechnym. Wiele dzieci nigdy do niej nie chodziło albo chodziło bardzo krótkim. Czymś zupełnie normalnym była przez długi czas praca najmłodszych. O tym wszystkim przeczytać można nie tylko w kolejnych rozdziałach tej książki, ale również w umieszczonym na końcu każdego z nich, dodatku pod pięknym tytułem "Sorry, gadam z nory". Tu głos zostaje oddany szczurowi! Zwierzęciu, które bardzo często znajduje się w pobliżu ludzi. Wie więc sporo o ich zwyczajach i sposobie życia. Tu z humorem dopowiada to, co nie zmieściło się w opowiadaniu.




Na okładce tej książki czytamy, że to będzie najciekawsza lekcja historii w naszym życiu. Czy te zapowiedzi zostają spełnione? Zdecydowanie tak! Kolejne rozdziały czyta się z coraz większym zainteresowaniem i ogromną przyjemnością. To zupełnie inny sposób opowiadania o historii od tego, który znamy z podręczników. Mamy tu dynamiczną i pełną humoru opowieść. Mamy bardzo ciekawych bohaterów i ich przygody. A także całkiem zwyczajne życie. Jednym można go pozazdrościć, innym raczej powinniśmy współczuć. Historia poznawana z perspektywy okazuje się bardzo interesująca i żywa. Młodym czytelnikom na pewno ta książka przypadnie do gustu. Także tym, którzy za historią nie przepadają. Nie twierdzę, że po przeczytaniu Skoków przez epoki staną się wielkimi miłośnikami historii, ale na pewno spojrzą na nią przychylniejszym okiem. Na koniec jeszcze kilka słów o autorze. Książki Marcina Przewoźniaka czytałyśmy wiele razy i zawsze sprawiało nam to ogromną przyjemność. Wielka szkoda, że nie przeczytamy już żadnej nowej, bo autor w tym roku zmarł. Obawiam się, że długo będziemy musieli czekać na kogoś, kto z taką lekkością i humorem przybliża młodym historię...




Skoki przez epoki. Osiem podróży w przeszłość

Marcin Przewoźniak

ilustracje Adam Pękalski

Wydawnictwo Literackie 2026 


 https://www.wydawnictwoliterackie.pl/

"Czy on śpi?" (Wydawnictwo Druganoga)

Czy książki dla dzieci mogą poruszać poważne i smutne tematy? Takie, o których często dorośli nie chcą, nie lubią albo nie umieją rozmawiać? Skoro sami mają z tym problem, to dlaczego mieliby rozmawiać o tym z dziećmi? Bo to tematy ważne, o których trzeba rozmawiać. Nie uchronimy przecież dzieci przez całym złem tego świata, nie zdołamy wyeliminować z ich życia sytuacji trudnych. Możemy jednak zrobić coś innego i znacznie lepszego. Możemy spróbować je na takie wydarzenie przygotować i pomóc im przez nie przejść.

Jednym z najtrudniejszych sytuacji dla wszystkich, bez względu na wiek, jest śmierć kogoś bliskiego. Na to nikt nie umie się przygotować, to zawsze jest dla nas trudne i niespodziewane. Tak, jak dla bohaterów książki Czy on śpi?. Na jej pierwszych stronach poznajemy bohaterów tej historii. Widzimy jak siedzą na pniu i spoglądają w górę. Co robią? Obserwują ptaki. Patrzą jak przelatują nad ich głowami i zachwycają się ich lotem. Kiedy znudzi ich obserwowanie ptaków w locie, chodzą na polanę i słuchają śpiewu kosa. To ich ulubiony ptak. Niestety, tego dnia go nie słyszą. I nie wiedzą, co się z nim stało. Postanawiają go poszukać. Nie jest to jednak łatwe zadanie, bo kosa nigdzie nie ma. Kiedy w końcu udaje im się go znaleźć, leży na ścieżce. Leży i się nie rusza. Przyjaciele zakładają, że kos śpi, dlatego siadają obok i czekają aż się obudzi. Niestety, kos już się nie obudzi. Kos nie żyje... Co w tej sytuacji mogą zrobić nasi bohaterowie? Na początku są w szoku, potem proszą o pomoc małą mysz. Ginter, bo tak ta mysz na imię, nie wierzy w śmierć kosa. Ktoś taki jak on nie może być martwy! 



Czy on śpi? to nie jest lektura łatwa. Przed przeczytaniem jej dziecku, warto przeczytać ją samemu. Przeczytać i zastanowić się, jakie pytania może nam zadać dziecko i jakie emocje może ta historia w dziecku wywołać. Jest to jednocześnie jedna z tych książek, które przeczytać naprawdę warto. Choć porusza bardzo trudny temat, to jej bohaterom nie brakuje empatii. To piękna lekcja dla małych czytelników. Choć bohaterami książki są zwierzęta, to z łatwością można przenieść ich zachowania na zachowania ludzi, który mierzą się z odejściem kogoś bliskiego. Dobrze, że ta historia została przetłumaczona na język polski i teraz mogą poznać ją dzieci w naszym kraju. Takie opowieści są ważne i potrzebne. Dzieciom i dorosłym. 



Czy on śpi?

Olivier Tallec

 tłumaczenie Dorota Hartwich

Druganoga 2026 


 

 https://druganoga.com/

"Dżinsy na parapecie. O równości dla dzieci" (Wydawnictwo AGORA dla dzieci)

Dziś obchodzimy rocznicę podpisania porozumień sierpniowych. 46 lat temu Sali BHP Stoczni Gdańskiej komunistyczne władze zaakceptowały 21 postulatów strajkujących stoczniowców. To, o co w nich postulowano, pozostaje (w sporej części) aktualne do dziś, bo stoczniowcy domagali się respektowania tego, co nazywamy prawami człowieka i prawami pracownika. Ktoś może powiedzieć, że niewiele się od tego czasu zmieniło (albo zmieniło się na gorsze). Nie jest to jednak prawda, bo zmiana nastąpiła i wszyscy jesteśmy jej beneficjentami. Także ci, którzy urodzili się w XXI wieku, czyli dzieci. Głównych adresatów książki Sylwii Chutnik Dżinsy na parapecie. O równości dla dzieci.

Autorka zabiera małych czytelników do Polski lat 80. Była wtedy w ich wieku i jako mała dziewczynka obserwowała jakie przemiany dokonują się w jej kraju. Mieszkała na warszawskim Żoliborzu, więc mogła minąć na spacerze Jacka Kuronia i chodzić do kościoła pw. świętego Stanisława Kostki. To właśnie w nim posługiwał ks. Jerzy Popiełuszko i tu znajduje się jego grób. Mała Sylwia obserwowała jednak nie tylko tę wielką historię. Była małą dziewczynką, więc patrzyła na ówczesny świat oczami dziecka. Dziewczynki, która miała różne plany, marzenia i problemy właściwe jej rówieśnikom. Marzyła o lalce Barbie i zachodnich smakołykach, które nie były dostępne w sklepach. Lubiła się popisywać i być w centrum zainteresowania. Nie można jednak powiedzieć, że była egoistką, bo ceniła także bycie w grupie. Nigdy nikogo nie odtrącała i wiedziała, jak ważne jest współpraca. Gdyby nie ono nie doszłoby przecież do tych wielkich zmian, które Sylwia Chutnik opisała w swojej książce.

 

 



Od kiedy dzieci powinny uczyć się historii? Czy jest taki moment w ich życiu, który wyznacza granicę? Moim zdaniem nie. Kiedyś rodzice i dziadkowie nie przykładali aż takiej wagi do wieku dzieci i snuli przy nich opowieści o przeszłości. Dziś mamy książki. ukazuje się ich naprawdę sporo i adresowane są do dzieci w bardzo różnym wieku. Każdy znajdzie wśród nich lekturę odpowiednią dla dzieci, którym chce o historii opowiedzieć. Książka Dżinsy na parapecie to dobra lektura dla najstarszych przedszkolaków i dzieci w wieku szkolnym. Bardzo mądra i wartościowa. Opowiada dzieciom o rzeczywistości lat 80. i wielkich przemianach jakie nastąpiły w Polsce w 1989 roku. Opowiada o dzieciństwie przeżytym w tamtych czasach. O zmianach politycznych, które miały ogromny wpływ na życie zwykłych ludzi. Zrobiła to w taki sposób, że trudno się od tej książki oderwać. Ja przeczytałam ją jednym tchem i z bardzo dużą przyjemnością. Podobnie jak opowiadającą o pierwszych latach Solidarności książkę Michała Rusinka Bibuła w tapczanie. Te dwie książki łączą ilustracje Joanny Rusinek. Piękne rysunki i kolaże doskonale wpasowały się w klimat tamtych czasów i tych opowieści. Z całego serca polecam te książki. Są wspaniałe i właśnie dlatego warto je przeczytać!




Dżinsy na parapecie. O równości dla dzieci

Sylwia Chutnik

ilustracje Joanna Rusinek

AGORA dla dzieci 2026 

https://agoradladzieci.pl/
 

"Fajny Cieciorek i skok na głęboką wodę" (Wydawnictwo HarperKids)

Każdego z nas sparaliżował kiedyś strach. Był on tak paraliżujący, że nie odważyliśmy się zrobić czegoś, na czym bardzo nam zależało. Być nie zrobiliśmy tego i może do dziś żałujemy. A może jednak pokonaliśmy strach, który nam towarzyszył i teraz twierdzimy, żeby nie było się czego bać. Potem zdarza nam się bagatelizować strach paraliżujący innych. Także ten, który towarzyszy naszym dzieciom. I zamiast je wspierać, bagatelizujemy emocje, które im towarzyszą i, z którymi próbują sobie poradzić.

Z takim paraliżującym strachem walczył bohater książki Fajny Cieciorek i skok na głęboką wodę. Te wydarzenia rozegrały się na basenie. Fajny Cieciorek bawi się w małym basenie. Nie jest chyba mistrzem pływania. Ma na sobie koło do pływania i rękawki. Z podziwem obserwuje, jak w wodzie bawią się Fajne Fasolki. Skaczą na bombę, robią salta i przede wszystkim świetnie pływają. Cieciorek patrzy na nich i trochę zazdrości. Fajne Fasolki świetnie się bawią i wzbudzają podziw wszystkich wokół. On też chciałby tak się bawić. Niestety, nie umie. Brakuje mu umiejętności i odwagi. Bardzo chciałby zjechać z najwyższej zjeżdżalni. To byłoby coś! Czy mu się uda? Targają nim ogromne emocje. Jest przekonany, że jeśli wejdzie na górę ma szansę stać się podobnym do Fajnych Fasolek. Niestety, samo wejście nie jest gwarancją sukcesu. Zwłaszcza, kiedy za plecami czai się ekipa Fajnych Fasolek...



Fajny Cieciorek i skok na głęboką wodę to książka wydana w ramach serii "Tryb czytania". Jej podstawowym celem jest zatem doskonalenie umiejętności samodzielnego czytania, ale tu ważniejsze okazało się coś zupełnie innego. Lektura okazała się bardzo emocjonująca. To książka, która nie tylko uczy czytać, ale przede wszystkim wspiera. Pomaga radzić sobie z emocjami, pokazuje sytuację, w której może znaleźć się każde dziecko. Ta niewielka książka okazała się niezwykle mądrą i ważną lekturą. Myślę, że warto przeczytać ją nie tylko na etapie nauki czytania. To bardzo wartościowa i, co najważniejsze, zrozumiała dla najmłodszych czytelników, książka. Doskonale sprawdzi się w domu, w przedszkolu i szkole. Na pewno wywoła dyskusję i pomoże dzieciom, które borykają się z problemami podobnymi do tych, które przeżywa bohater książki.



Fajny Cieciorek i skok na głęboką wodę

Jory John

ilustracje Pete Oswald

tłumaczenie Sabina Bauman

HarperKids 2026 


https://harpercollins.pl/ 

"Ten ptak, co mieszka we mnie, leci, dokąd chce" (Wydawnictwo Wytwórnia)

Są takie książki, których lektura sprawia ogromną przyjemność. Paradoksalnie, o tych książkach, często bardzo trudno się pisze. Dlaczego? Bo zawsze boję się, że odbiorę tej książce jej wyjątkowość, że napiszę za mało albo zbyt banalnie. Te same myśli towarzyszyły mi, kiedy czytałam książkę Sary Lundberg. Przeczytałam ją już jakiś czas temu, ale długo nie mogłam zacząć o niej pisać. Mam nadzieję, że teraz uda mi się znaleźć odpowiednie słowa.

Bohaterką książki jest mała Berta. Dziewczynka bardzo lubi rysować. Ma talent, który rozwija i pielęgnuje. Marzy o tym, żeby kiedyś zostać artystką. Niestety, w czasach, w których żyła, edukacja (zwłaszcza dziewczynek) nie była czymś tak oczywistym jak dziś. Na dodatek rodzinna sytuacja Berty była bardzo trudna. Jej mama zmarła na gruźlicę, kiedy dziewczynka była mama. Jej ojciec został sam z gromadką dzieci. Nie przewidywał dla swoich córek przyszłości innej niż ta, że zostaną w rodzinnej miejscowości, wyjdą za mąż, będą prowadzić domy i wychowywać dzieci. Berta marzyła o czymś innym, chciała czegoś więcej. Wydawało się, że nigdy to nie nastąpi, że będzie wieść życie, jakie przewidział dla niej ojciec. Na szczęście pewnego dnia na jej drodze stanął nauczyciel, który dostrzegł talent dziewczynki i nie wyobrażał sobie, że mogłaby go zmarnować...




Ten ptak, co mieszka we mnie, leci, dokąd chce to książka doskonała. Zjawiskowa i wyjątkowa. Opowiada przepiękną historię (której źródłem są prawdziwe wydarzenia). Historię, która może być inspiracją dla czytelników. Może ona wlać nadzieję w serca czytelników. Może być dla nich inspiracją albo zachętą. Sara Lundberg, na każdej stronie swojej książki, pokazuje jak ważne jest wytrwałe dążenie do realizacji swoich marzeń, jak ważne jest rozwijanie pasji i talentu. I nie mają najmniejszego znaczenia ani miejsce, ani czasy, w jakich przyszło nam żyć. Ta książka udowadnia to na każdej stronie. I na każdej stronie zachwyca, bo oprócz niezwykłej opowieści, mamy tu również niesamowite ilustracje. Trudno oderwać od nich wzrok, trudno nie westchnąć z zachwytu. Są naprawdę wyjątkowe! Dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Nie wyobrażam sobie, żeby ich w tej książce zabrakło. Całość, którą stworzyły razem z tą historią, budzi zachwyt i sprawia, że na zawsze zostaje ona w pamięci tych, którzy choć raz ją przeczytali.




 Ten ptak, co mieszka we mnie, leci, dokąd chce

Sara Lundberg

tłumaczenie Anna Czernow

Wydawnictwo Wytwórnia 2026 


 

 https://wytwornia.com/